Article Open Access Open Access Peer Reviewed Peer Reviewed Translation Reviewed Translation Reviewed 3257 view(s) 3257 view(s) 3257

Wymuszone performanse? Handel ludźmi, praca seksualna i zgoda

Article

Od początku nowego milenium zauważamy wzrost globalnej świadomości na temat handlu ludźmi w związku z jego znacznym nasileniem, wynikającym z neoliberalnego klimatu gospodarczego, wielkich przesiedleń w rezultacie wojen i konfliktów oraz rozwoju turystyki i e-handlu. Ponieważ teatrologia i performatyka posługują się epistemologią ucieleśnionych praktyk i symbolicznej kodyfikacji, stanowią one modelową przestrzeń dla debat i poszerzania ogólnej wiedzy na temat problemu handlu ludźmi. Kwestie o wysokiej widoczności społecznej, jak handel ludźmi, zwykle wytwarzają i podtrzymują kodowane i symboliczne reguły wyglądu w odniesieniu do ciał, które opisują. Ponieważ osoby będące ofiarami handlu ludźmi w rzeczywistości są w większości niewidoczne, zaginione i milczące, można to widzieć jako zasadniczą sprzeczność, która sięga samego sedna perfromansu: nieobecności obecności wszelkiej reprezentacji, „rządowości” biopolityki z jej kategoriami i klasyfikacjami, faktycznej osoby, która pozostaje anonimowa poza performansami, które czynią ją zrozumiałą.

Pisząc o osobach zaginionych Jenny Edkins dokonała istotnego rozróżnienia między kwestią „co” i „kto”, które się do nich odnoszą. Podczas gdy „co” jest już dostrzeżonym, zrozumiałym zbiorem cech czy wyróżników, które można pojąć w istniejącym porządku, „kto” nie daje się uchwycić: „[a]le to właśnie „kto” jest nieobecne i w żaden sposób nie można go zastąpić, gdy ktoś zaginie. Nie chodzi tylko o to, że tam nikogo nie ma, ale że nie ma tam tej pojedynczej istoty, tej konkretnej osoby. I dlatego właśnie zaginione osoby zakłócają klasyfikacje administracyjne.” Doceniam pracę Edkins nie tylko dlatego, że przypomina nam, iż żadne oficjalne statystyki, przepisy czy ukierunkowanie instytucjonalne nie czynią ofiar handlu ludźmi widocznymi, ale także dlatego, że pokazuje, iż „kto” wyłania się z relacjonalności, która często operuje poza reżimami publicznej widoczności.

Niemniej jednak wysiłki na rzecz sprawiedliwości dla ofiar handlu ludźmi wymagają walki w sferze zarówno widocznej, jak i niewidocznej, ponieważ próby legislacji, krytyki czy kształtowania polityki publicznej zachodzą w widocznej i, w rzeczy samej, biurokratycznej domenie, podczas gdy już próby radzenia sobie z traumą, leczenia i poprawy mogą się odbywać gdzie indziej. Badacze performansu mają szansę uczestniczyć w obu obszarach: dostarczanie (performatycznych) analiz scenariuszy i ról, które rządzą handlem ludźmi, polityką publiczną i prawem, może dać wgląd w to, jak polityka handlu ludźmi determinuje definicje, wykluczenia i przepisowe zachowania. Badanie sposobów, w jakie reprezentowane są osoby ocalałe z handlu ludźmi i jego ofiary ujawnia performatywny charakter obecny w powtórzeniach i narastaniu znanych tropów, jak również okazjonalne przebłyski tego, co trudno dostrzegalne. Praktyki performatywne odgrywają istotną rolę w podejściach terapeutycznych, ponieważ zarówno taniec, jak i teatr oferują relacyjny kontekst dla osób ocalałych, czy to w otoczeniu prywatnym, czy w sytuacjach publicznego aktywizmu poprzez sztukę. Jednak każdy z tych obszarów rodzi złożone problemy, których nie mam możliwości w pełni tutaj omówić. Skoncentruję się na kwestiach poszczególnych polityk, kształtujących debaty o handlu ludźmi w kilku obszarach świata (głównie w Stanach Zjednoczonych, Australii i Europie, a następnie z naciskiem na Kalifornię), by pokazać, jak rozgrywane są kwestie pracy i wyzysku w scenariuszach handlu ludźmi w tych regionach. Ponieważ handel ludźmi ma bliski związek z pracą imigrantów i kontrolą imigracyjną, jest to szczególnie istotny kontekst do zbadania w czasach narastającej wrogości wobec imigracji i zwiększającej się świadomości o handlu ludźmi. Inne eseje w tym numerze (Castillo, Noriega, Santana) szczegółowo omawiają wybrane strategie reprezentacyjne, tworzone w ramach przedstawień teatralnych, a Urmimala Sarkar Munsi opisuje, jak performans, a konkretnie taniec, może stać się środkiem leczenia traumy. Jako całość, mam nadzieję, że nasze teksty potrafią ukazać zarówno widoczne, jak i nieuchwytne aspekty tego problemu, a także nakreślić program dalszych badań, odpowiedni dla badaczy performansu, którzy zechcą dołączyć do walki o położenie kresu handlowi ludźmi.

W dalszej części przyjrzę się problemom związanym z definicją i prawodawstwem, a następnie przeanalizuję niektóre różnice zdań w środowiskach feministycznych i aktywistycznych dotyczące tego, jak najlepiej odnosić się do kobiet będących ofiarami handlu ludźmi w celach seksualnych. Status takich kobiet, zarówno jako ofiar, jak i osób, które ocalały z handlu ludźmi, będę opisywać w kategoriach performansu, z dwóch stron: konstrukcji ich publicznego wizerunku „na scenie” oraz prywatnych i często niewidocznych dylematów, na które napotykają za kulisami. Przyjrzę się jednej organizacji, która wykorzystuje sztukę w celach terapeutycznych, a na koniec wskażę kilka sposobów, w które badacze teatru i performansu mogą się zaangażować na rzecz wyeliminowania handlu ludźmi i pomocy osobom, które ocalały.

Kwestia liczb

Spójrzmy na dwa następujące doniesienia:

Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości oświadczyło we wtorek, że w dowolnym czasie 2.4 miliony ludzi na całym świecie to ofiary handlu ludźmi, spośród których 80% przetrzymywanych jest w niewoli seksualnej. […] Rocznie 32 miliardy dolarów trafia do kieszeni pozbawionych skrupułów przestępców, kierujących sieciami handlu ludźmi, a dwie na trzy ofiary to kobiety.

Międzynarodowa Organizacja Pracy [International Labour Organisation, MOP] oszacowała w 2012 roku, że w sektorze prywatnym wykorzystywanych jest 18.7 mln ludzi przez jednostki lub grupy. Spośród nich 4.5 miliona (czyli 22%) to ofiary przymusowego wykorzystywania seksualnego, z czego 98% to kobiety. Szacuje się, że wpływy z handlu ludźmi wynoszą 150 miliardów dolarów rocznie, z czego dwie trzecie to dochody z samego handlu ludźmi.

Organizacja Narodów Zjednoczonych i MOP są najbardziej wiarygodnymi źródłami światowych danych na ten temat z racji ich zasięgu i zarządzania danymi na skalę międzynarodową, a także ich „obiektywnej” reputacji. Mimo to trudno pogodzić oba zbiory powyższych statystyk. Dane ONZ i MOP nie zgadzają się ze sobą co do całkowitej liczby osób będących ofiarami handlu ludźmi, ani ile spośród nich jest wykorzystywana seksualnie, a nawet co do liczby dotkniętych przez to zjawisko kobiet, ponieważ 98% z szacowanych przez MOP 4.5 miliona osób to wciąż niemal dwa razy więcej niż całkowita liczba przemycanych ludzi według doniesień ONZ. Jak możemy zrozumieć ten problem?

Po pierwsze, po bliższym przyjrzeniu się tym źródłom zauważamy, że dane ONZ pochodzą z briefingu Jurija Fedotowa, szefa Biura ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości, przedstawionego na specjalnym spotkaniu dotyczącym handlu ludźmi podczas Zgromadzenia Ogólnego, co zostało zrelacjonowane przez reportera Associated Press – być może błędnie. Możliwe też, że mimo iż spotkanie odbyło się w 2012 roku, liczba 2.4 miliona została wzięta z arkusza informacyjnego Globalnej Inicjatywy NZ ds. Zwalczania Handlu Ludźmi (znanej pod anglojęzycznym akronimem jako UN.GIFT) z 2008 roku, który szacuje, że 2.5 miliona osób jest zmuszanych do pracy, 43% to ofiary wykorzystywania seksualnego, a wśród nich 98% to kobiety i dziewczęta. Okazuje się jednak, że źródłem danych ONZ są w rzeczywistości rachunki Międzynarodowej Organizacji Pracy z 2007, skorygowanych przez MOP w 2012 roku w oparciu o bardziej solidną metodologię, jak wskazuje ich raport. Mimo to 43% z 2.5 miliona ludzi wciąż znacznie odstaje od poprawionej przez MOP liczby 4.5 milionów ofiar wykorzystywania seksualnego.

Ta zagmatwana i okrężna analiza danych jest typowa dla prób ilościowego określenia i opisania skali problemu handlu ludźmi na całym świecie. Istnieją co najmniej trzy istotne powody, dla których trudno jest zebrać i zweryfikować te dane. Po pierwsze, handel ludźmi jest z zasady procederem tajnym, często nieudokumentowanym, który istnieje poza zwykłym obiegiem danych demograficznych. Po drugie, przepisy dotyczące handlu ludźmi w poszczególnych państwach znacznie od siebie odbiegają; co więcej, większość ofiar w wielu regionach ma niepewny status prawny wynikły z tych różnic. Utykają one często między krajem swojego pochodzenia a krajem, w którym padły ofiarą handlu ludźmi – stając się praktycznie bezpaństwowcami. Po trzecie, brak porównywalnych między krajami statystyk dotyczących zgłaszanych przestępstw, aktów oskarżenia i spraw sądowych oznacza, że ​​nie ma globalnej bazy danych, na którą można się powołać. Brakuje również kompleksowych danych na temat zorganizowanych wysiłków na rzecz wsparcia, leczenia i śledzenia dalszych losów ocalałych.

Niestabilność i nieporównywalność danych z całego świata stwarza poważne problemy w zakresie koordynacji wysiłków na rzecz zwalczania handlu ludźmi, tworząc przy tym pewną słabość polityczną w przypadku, gdy handel ludźmi stanowi ważny problem wymagający uwagi opinii publicznej. Czytelnik może pomyśleć, że możliwość dokładnego zbadania zakresu problemu nie ma aż takiego znaczenia, skoro i tak wiemy, że liczby są wysokie i według większości raportów wciąż rosną: „Więc kogo to obchodzi, ile to jest dokładnie – i tak wystarczy, by żądać działań”. Nie zawsze jednak jest to przekonujący argument, jak szczegółowo omówię to poniżej. (Uwaga samokrytyczna: w celu ukazania przybliżonej skali niektórych zjawisk będę powoływać się na dane statystyczne, czasem bez dodatkowego komentarza – mimo poczynionych wcześniej uwag o ich zawodności). Paradoks polega na tym, że aby przekonywać i informować o tych problemach, trzeba polegać na konkretnych informacjach, jednocześnie dobrze wiedząc, że każdą statystykę można zakwestionować. Aby zobaczyć, jak to zjawisko potrafi się zemścić się na handlarzach ludźmi, należy wziąć pod uwagę jeszcze jeden czynnik: definicję pojęć, które zostały przyjęte na arenie międzynarodowej.

Porozumienie w sprawie definicji handlu ludźmi w formie akceptowalnej na całym świecie zostało zawarte w 2000 roku, kiedy to Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło „Protokół o zapobieganiu, zwalczaniu oraz karaniu za handel ludźmi, w szczególności kobietami i dziećmi”. Dokument definiuje handel ludźmi jako:

werbowanie, transport, przekazywanie, przechowywanie lub przyjmowanie osób z zastosowaniem gróźb lub użyciem siły lub też z wykorzystaniem innej formy przymusu, uprowadzenia, oszustwa, wprowadzenia w błąd, nadużycia władzy lub wykorzystania słabości, wręczenia lub przyjęcia płatności lub korzyści dla uzyskania zgody osoby mającej kontrolę nad inną osobą, w celu wykorzystania. Wykorzystanie obejmuje, jako minimum, wykorzystanie prostytucji innych osób lub inne formy wykorzystania seksualnego, pracę lub usługi o charakterze przymusowym, niewolnictwo lub praktyki podobne do niewolnictwa, zniewolenie albo usunięcie organów. (Podkreślenie własne)

W negocjacjach dokładnego kształtu tej definicji, które były prowadzone między wieloma państwami, instytucjami i organizacjami pozarządowymi, doszło do szeregu walk ideologicznych, przede wszystkim wokół frazy „wykorzystanie prostytucji innych”. Sformułowanie to pozostaje niejednoznaczne z racji tego, że stanowi kompromis po głębokim sporze co do tego, czy protokół powinien obejmować tylko przymusową prostytucję czy również prostytucję jako taką. W centrum tego rozróżnienia znalazły się kwestie zgody i przymusu; niektóre narody i organizacje międzynarodowe, takie jak Koalicja Przeciwko Handlowi Kobietami (Coalition Against Trafficking in Women, CATW), lobbowały, by dokument zawierał sprzeciw wobec legalizacji prostytucji. Spory co do legalności prostytucji omalże uniemożliwiły uchwalenie konwencji – ten językowy kompromis pozwolił na jej zatwierdzenie. Według stanu na 2016 rok, 117 państw członkowskich ONZ podpisało protokół a 169 jest ich stronami, co skonsolidowało jego status jako międzynarodowej definicji.

Debaty dotyczące konkretnych polityk w różnych państwach narodowych dotyczące ustawodawstwa i programów w zakresie handlu ludźmi są naznaczone tego typu podziałami między różnymi grupami podmiotów. Na przykład w Stanach Zjednoczonych na lobby występujące przeciwko handlowi ludźmi często składają się koalicje feministyczne wespół z chrześcijanami ewangelickimi. Podczas prezydentury George’a W. Busha tworzyli oni silną grupę politycznego nacisku, odpowiedzialną za kształtowanie języka kilku ważnych ustaw, w tym Ustawy o ochronie ofiar handlu ludźmi (Trafficking Victims Protection Act, TVPA), federalnego aktu prawnego w zakresie zwalczania handlu ludźmi w Stanach Zjednoczonych. Ustawy te mają skłonność do moralizowania co do zła związanego z pracą seksualną i do abolicjonizmu w zakresie polityki i prawa – co oznacza, że według nich ​​prostytucja słusznie pozostaje nielegalna a ​​handel ludźmi to problem wynikający z prostytucji. Z drugiej strony grupy zrzeszające pracowników seksualnych i środowiska feministyczne o bardziej libertariańskiej perswazji przeciwstawiają się surowszym karom za prostytucję, o które zabiega to lobby, próbując pomniejszyć powagę problemu handlu ludźmi z uwagi na niewiarygodność liczb oraz kwestię ingerencji rządu w życie swoich obywateli. Zyskały one impet w latach po zamachach z 11 września 2001 dzięki protestom przeciwko zwiększonej kontroli nad obywatelami i sposobom radzenia sobie z handlem ludźmi przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego, organ obrony wymierzony przeciwko terroryzmowi. Ironia polega na tym, że dobro kobiet i dzieci będących ofiarami handlu ludźmi jest zagrożone przez różnice polityczne między grupami, które należałoby uważać za ich naturalnych sojuszników. Dlaczego więc badacze i aktywiści, którzy utożsamiają się z lewicą czy feminizmem próbują udaremnić wysiłki rządu, by interweniować w handel ludźmi w celu identyfikacji i ochrony ofiar?

Kwestia seksu i pracy

Sedno sprawy tkwi w niezgodzie co do uznania seksu za pracę i kwestii tego, czy prostytucja szkodzi wszystkim pracownikom seksualnym. Być może w szerszym rozumieniu jest to spór o to, czy szkoda jest wpisana w wymianę seksu za pieniądze. W krajach takich jak Stany Zjednoczone, w których prostytucja jest nielegalna, wiele grup aktywistów walczących z handlem ludźmi to „abolicjoniści”; jest to określenie postawy sprzeciwiającej się prostytucji, w tym legalizacji usług seksualnych czy przyznania ochrony zatrudnienia i statusu zawodowego dla pracowników świadczących takie usługi – można tu zauważyć wyraźny retoryczny związek z wczesnym ruchem abolicjonistów przeciwko niewolnictwu z XIX wieku. Użycie języka niewolnictwa w opisie pracy przymusowej skutecznie odwołuje się do globalnego handlu niewolnikami i znajduje szczególny rezonans w krajach, takich jak Stany Zjednoczone ze specyficznymi dziejami zinstytucjonalizowanego niewolnictwa.

W krajach jak Australia, gdzie w pewnych częściach kraju praca seksualna jest legalna, niektórzy działacze zajmujący się zwalczaniem handlu ludźmi ostro odróżniają usługi seksualne od pracy przymusowej. Zorganizowane grupy pracowników seksualnych w obu krajach często sprzeciwiają się działaniom wymierzonym w handel ludźmi ze względu na ich negatywny wpływ na wysiłki zmierzające do zabezpieczenia ich praw i korzyści pracowniczych. Na przykład Janelle Fawkes, dyrektor australijskiej organizacji Scarlet Alliance, która reprezentuje i wspiera pracowników zajmujących się usługami seksualnymi, zauważa, iż obecne debaty polityczne dotyczące branży seksualnej są zawsze łączone z problemem handlu ludźmi:

Dyskusja na temat reformy prawa branży seksualnej nie dotyczy już zdrowia i bezpieczeństwa zawodowego pracowników świadczących usługi seksualne. Nie chodzi już o zachęcanie do przestrzegania zasad. Nie chodzi już o zwiększanie bezpieczeństwa ani przyglądanie się prawdziwym problemom pracowników seksualnych. Teraz chodzi o ten postrzegany zbiór problemów [związanych z handlem ludźmi].

Określenie „postrzegany” sygnalizuje przekonanie, iż liczby związane z handlem ludźmi są zawyżone i najprawdopodobniej nie oznaczają dużego problemu społecznego, ale raczej „panikę moralną” i to – podobnie jak w przypadku dziewiętnastowiecznej obawy przed tak zwanym „białym niewolnictwem” – w znacznym stopniu wyobrażoną. Nie oznacza to, że wszyscy pracownicy seksualni zaprzeczają eksploatacji w handlu ludźmi. Sprawa jest bardziej złożona – widząc, jak ich własne problemy związane z pracą są odsuwane na bok podczas debat legislacyjnych i politycznych, pracownicy seksualni w oczywisty sposób próbują przywrócić poparcie dla własnych reform. W The Politics of Sex Trafficking; A Moral Geography australijskie autorki (które są feministkami) ilustrują siłę argumentacji w tych kwestiach poprzez kontrast własnego kontekstu z sytuacją w Stanach Zjednoczonych. Erin O’Brien, Sharon Hayes i Belinda Carpenter stwierdzają, że „abolicjonistyczne” koalicje prawicowych grup religijnych i feministek powiązały pracę seksualną i handel ludźmi w sposób, który zaszkodził wysiłkom pracowników seksualnych o uzyskanie statusu zawodowego i ochronę zatrudnienia. Autorki również opierają się na zarzutach, że statystyki są zawyżone, i że tylko najgorsze historie (narracje) są publikowane i eksponowane w mediach oraz w lobbowaniu rządu. Pojawia się także argument, że w stosunku do kobiet ubogich i pochodzących z krajów rozwijających się pojawia się brak szacunku w negowaniu możliwości wyboru z ich strony, przez co są dyskryminowane. Z takiego punktu widzenia legalizacja pracy seksualnej i jej regulacja w kierunku ochrony pracowników jest ważniejszą formą aktywizmu i, w ostatecznym rozrachunku, bardziej skuteczną w zwalczaniu handlu ludźmi.

Istnieją jednak dowody na to, że handel ludźmi wzrasta, gdy prostytucja zostaje zalegalizowana, choć jest to kwestia sporna. W badaniu empirycznym przeprowadzonym przez niemieckich i brytyjskich ekonomistów w 2012 roku wzięto pod lupę dane ze 150 krajów, by określić, czy legalizacja prostytucji zwiększa handel ludźmi. Badacze zidentyfikowali dwie konkurujące ze sobą teorie: efekt „skali” zakłada, że ​​legalizacja prostytucji prowadzi do ekspansji rynku prostytucji, a tym samym do wzrostu handlu ludźmi; efekt „zastąpienia” natomiast przyjmuje, że pracownicy lokalni będą mogli wypełnić zapotrzebowanie w miejsce osób będących ofiarami handlu ludźmi, gdy będą mieli możliwość pracować legalnie i być chronieni zgodnie z prawem. Wyniki badań wskazują jednak, że efekt skali okazuje się silniejszy: „Nasza ilościowa analiza empiryczna dla przekroju 150 krajów pokazuje, że efekt skali dominuje nad efektem zastąpienia. Na ogół kraje z zalegalizowaną prostytucją doświadczają większej liczby zgłaszanych przypadków handlu ludźmi.” Naukowcy są ostrożni co do tego wyniku i wzywają do przeprowadzenia dalszych badań, ubolewając nad „potajemnym charakterem zarówno rynku prostytucji, jak i handlu ludźmi” (co sprawia, że ​​baza danych nie jest do końca wiarygodna). Co więcej, jeśli oddzielić kraje o niskich dochodach od krajów o dochodach wysokich, „efekt legalnej prostytucji nie odgrywa znaczącej roli”. Demokracje mają o 13,4% wyższe prawdopodobieństwo zwiększonej liczby odnotowywanych przypadków. W najlepszym przypadku można uznać te wyniki za migawkę sytuacji sprzed 2012 roku, szczególnie istotną w odniesieniu do demokracji o wysokich dochodach i już wysokim popycie (USA, Europa i inne wybrane kraje).

W innych państwach niektóre prawa i strategie są obecnie skierowane przeciwko konsumentowi zgodnie z „rozwiązaniem nordyckim”, które zakazuje prostytucji, ale penalizuje klientów a nie pracowników seksualnych (zwłaszcza w Szwecji). Choć takie podejście poprawia położenie prawne części pracowników seksualnych, stara się ono również ingerować w samą branżę, ostatecznie ją eliminując, co sprawia, że wielu pracowników seksualnych sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu. Jednakże z punktu widzenia krajów takich jak USA, Australia i innych demokratycznych państw o wysokich dochodach celowanie w klientów jest szczególnie adekwatne w walce z handlem ludźmi, ponieważ wyzyskiwane są głównie kobiety i dzieci z krajów rozwijających się, podczas gdy konsumenci to najczęściej mężczyźni z „pierwszego świata”. Według niektórych źródeł tylko 10% wszystkich ofiar handlu ludźmi na całym świecie pochodzi z krajów uprzemysłowionych, gdy jednocześnie pochodzi z nich 50% światowych dochodów. Z krajów azjatyckich pochodzi najwyższa liczba osób padających ofiarą handlu ludźmi w celach seksualnych, ale to Europa jest najpopularniejszym miejscem docelowym przemytników; Stany Zjednoczone natomiast plasują się w pierwszej dziesiątce krajów generujących najwyższe dochody. Zatem jeśli chodzi o naprawę tego problemu, część aktywistów, spośród których nie wszyscy opowiadają się za abolicjonizmem, popiera ściganie klientów usług świadczonych przez ofiary handlu ludźmi, ponieważ działania te są godzą w męski przywilej osób pierwszego świata, które na ogół nie widzą swojego wpływu na zjawisko takie jak handel ludźmi, mimo roli, którą w nim odgrywają. Potrzeba długofalowych badań skutków tego podejścia, by móc dostarczyć bardziej miarodajnych dowodów jego wpływu na popyt na przemysł seksualny.

Problem handlu ludźmi staje się jeszcze bardziej skomplikowany, gdy spojrzymy na kwestie pracy imigrantów w czasie globalnych migracji. Kobiety w szczególny sposób dotyka uelastycznienie pracy o niskim wynagrodzeniu w usługach i gospodarkach nieformalnych, takich jak sektor domowy, opiekuńczy czy seksualny. Jak pisze Rutvica Andrijasevic w Migration, Agency and Citizenship in Sex Trafficking (2010), „[p]opyt na niskopłatną siłę roboczą w sektorze usług, który ma charakter zarówno płciowym, jak i rasowym, zachęca do migracji kobiet i prezentuje alternatywny globalny obieg ekonomiczny.” Korzyści wynikające z takiej transgranicznej mobilizacji nie rozkładają się jednak równomiernie. Położenie nieudokumentowanych migrantów pogorszyło się, gdy Holandia stała się pierwszym krajem Unii Europejskiej, który zalegalizował prostytucję (w 2000 roku). Podczas gdy holenderski parlament uznał prostytucję za działalność komercyjną podlegającą takim samym regulacjom pracy i wytycznym zawodowym, jak każdy inny sektor, nieudokumentowani migrujący pracownicy seksualni nie uzyskali uprawnień do żadnych z tych nowych praw i zabezpieczeń. Andrijasevic zauważa: „w legalizacji pracy obywateli wewnątrz UE wyłączającej obywateli spoza terenu Unii, sektor pracy seksualnej wpisał się w szerszy model otwierania rynków i pracy w Europie dla obywateli UE przy poważnym ograniczeniu mobilności siły roboczej dla obywateli państw spoza UE”. Andrijasevic patrzy na tę sytuację z jeszcze jednej perspektywy, ubolewając nad zniechęcaniem kobiet z Europy Wschodniej do odbywania transgranicznych podróży nie w roli ofiar handlu ludźmi, ale kobiet, które robią to dla własnego rozwoju. Według niej ​​kampanie przeciwdziałające handlowi ludźmi „zrównują nieformalną migrację zarobkową kobiet z przymusową prostytucją i pośrednio zachęcają kobiety do pozostawania w domu”. Z punktu widzenia Andrijasevic ugruntowuje to tradycyjne pojęcie kobiecości, podział pracy według płci i konsoliduje istniejące wykluczenia kobiet ze świata poza domem.

Na zakończenie tej ​​części dyskusji chciałbym podkreślić, że napięcia, na których przecięciu sytuuje się analiza powyższych kwestii są trojakie: po pierwsze, ideologiczna bitwa wokół prostytucji / seksu rozumianego jako praca wprowadza podziały między kobietami i jest obciążona z jednej strony historycznym bagażem purytanizmu, a z drugiej neoliberalnym bagażem przedsiębiorczości i indywidualnego wyboru. Po drugie, argument odnośnie prawidłowości danych statystycznych daje się wykorzystać przez każdą ze stron do obrony własnych pozycji, choć najczęściej używany jest do podkopywania kampanii zwracających uwagę na szeroko rozpowszechniony i rosnący problem poprzez jego negowanie lub minimalizowanie. Po trzecie, problem przymusu pojawia się tutaj jako niepokojący węzeł gordyjski. Dla abolicjonistów wszelka praca seksualna jest przymusowa, ponieważ żadna kobieta nie wybrałaby tak poniżającego zajęcia. Dla innych wybór zależy od pozostałych dostępnych opcji. Są też tacy, którzy twierdzą, iż przymus może się pojawiać nawet w przypadkach, gdy osoby pozornie wyrażają zgodę lub są przymuszane, gdy staje się jasne, iż zgoda dotyczy pracy przymusowej, często z elementem przemocy. W orzekaniu o adekwatności czy nieadekwatności tych interpretacji statystyki i kategorie rządowe nie dostarczają odpowiedzi: potrzeba tu przeważnie nieosiągalnego i niewidzialnego życia prawdziwych osób, które padły ofiarą handlu ludźmi. Aby zyskać w nie wgląd, musimy sięgnąć po narracje na skalę lokalną, po etnografię, wywiady i własne świadectwa. Niektóre z naszych przykładów będą z natury rzeczy anegdotyczne i wycinkowe, ale mimo to o dużej sile przekonywania.

Od makro do mikro: nacisk na lokalną imigrację i organy ścigania

Poza dużymi organizacjami pozarządowymi działającymi na szczeblu krajowym i międzynarodowym w celu edukowania społeczeństwa i ustawodawców w zakresie handlu ludźmi (takich jak CATW czy Polaris Project), istnieje znaczna liczba mniejszych organizacji działających lokalnie lub regionalnie. Skupię się teraz na północnej Kalifornii, gdzie mieszkam, i wiedzy, którą udało mi się zebrać na temat handlu ludźmi w tym stanie i, konkretniej, w mojej okolicy – w rejonie zatoki San Francisco. Gena Castro Rodriguez jest szefową Służby Wspierania Ofiar (Victims’ Services) w mieście San Francisco i źródłem wiarygodnych informacji o regionie. W publicznej prezentacji ze stycznia 2015 roku Rodriguez zidentyfikowała Kalifornię jako jedno z głównych miejsc handlu ludźmi w Stanach Zjednoczonych, dodając, że osoby przemycane na ten teren są przeważnie młode, często między czternastym a szesnastym rokiem życia. Około 85% z nich doświadczyło przemocy w dzieciństwie lub kazirodztwa, zanim padły ofiarą handlu; 80% pochodzi z zagranicy i posługuje się 41 językami. Biuro Rodriguez jest bezpośrednio związane z biurem prokuratora okręgowego – w praktyce pracuje ona dla obecnego prokuratora, George'a Gascona. Dotarło do mnie, że uzyskanie wsparcia w Kalifornii prawie zawsze wymaga uczestnictwa organów ścigania.

Handel kobietami w Kalifornii odbywa się na różne sposoby. Handlarze rekrutują wiele młodych kobiet, które uciekają od przemocy domowej lub innych problemów rodzinnych i żyją na ulicach. Inne zostają uwiedzone przez starszych mężczyzn i opuszczają dom, by podążać za swoimi „chłopakami”, by w końcu zostać sprzedane do pracy seksualnej i zniewolone. Kobiety, które padły ofiarą handlu ludźmi w Meksyku lub innych krajach są często sprowadzane do Kalifornii przez członków lub współpracowników rodziny. Wszystkie te okoliczności komplikują kwestie przymusu i zgody w prawnych definicjach handlu ludźmi i potrafią wpływać na motywacje do wyrwania się z sytuacji pracy przymusowej, a także do ścigania handlarzy.

W swoim raporcie Rodriguez wspomniała o szczególnym rodzaju zespołu stresu pourazowego (PTSD), którego doświadczają ofiary handlu ludźmi. Przeżycia tych kobiet łączą się z łańcuchem molestowania w ich życiu. „Ofiary handlu ludźmi, szczególnie te wykorzystywane seksualnie, są zwykle wystawione na powtarzające się i nakładające się na siebie doświadczenia traumatyczne, często na przestrzeni lat, co wymaga unikalnego i specyficznego podejścia do ich leczenia”. Zaburzenie to nie odpowiada etiologii żołnierzy z PTSD, dla których okres traumy najczęściej jest ograniczony i w pewnym momencie się kończy. Pomaga to wyjaśnić, dlaczego wiele ofiar handlu ludźmi ostatecznie wraca do swoich oprawców. Osoby, które przetrwały potrzebują ciągłego wsparcia, aby wyleczyć się z tego rodzaju PTSD.

Wkrótce po wysłuchaniu Rodriguez udałam się do Asian Women’s Shelter (AWS), aby spotkać się z Hedianą Utarti, dyrektorką inicjatyw społecznych. Asian Women’s Shelter jest jedną z najstarszych organizacji tego typu w San Francisco. Została założona w 1988 roku jako azyl przed przemocą domową; w tym czasie była to jedna z zaledwie trzech instytucji o zasięgu ogólnokrajowym, które świadczyły usługi językowe dla kobiet z Azji. Z czasem ofiary handlu ludźmi stały się częścią jej misji. AWS pomaga od osiemdziesięciu do stu klientów rocznie. Niektóre kobiety pojawiają się z dziećmi i znajdują schronienie w „bezpiecznym domu” do dziewięciu miesięcy lub roku. Według Utarti, która śledziła losy niektórych podopiecznych na przestrzeni lat, ​​wiele z nich wraca do poprzedniego życia. Organizacja zapewnia schronienie w tajnym miejscu, prowadzi linię kryzysową, przewozi podopiecznych na zabiegi medyczne, udziela wsparcia tłumaczeniowego, w tym w sądzie czy w na policji, organizuje terapię i różne inne praktyki lecznicze – co nazywa się „prowadzeniem przypadków” [case management] w obszarze opieki społecznej. Mają małą, pełno- i niepełnoetatową załogę, a ich osiemnastu wolontariuszy porozumiewa się w czternastu językach.

AWS określa się jako organizację „skupioną na ocalałych”. Ma to wpływ na sposób, w jaki działają i na to, jak podchodzą do swojej pracy. Wyczulona na niuanse i implikacje językowe, Utarti powiedziała mi, że w AWS nie mówi się o „ratowaniu” swoich klientów – oni im „pomagają”. Co prawda używają języka związanego z wiktymizacją i wyzyskiem, ale też ze sprawczością i wyborem. Celem jest uznanie pełnej podmiotowości ocalonych, dostrzeganie zarówno aspektów ich doświadczeń związanych z krzywdą, jak i ich pełnej zdolności do obmyślania i wprowadzania w życie własnych planów dotyczących bezpieczeństwa, opieki i działań. Utarti powiedziała mi, że ​​gdy klienci za bardzo boją się wnieść zarzuty lub decydują przeciwko temu z powodu więzi z członkami rodziny, którzy je sprzedali (nie jest to rzadki scenariusz), jej pracownicy akceptują te decyzje jako indywidualny wybór. Opowiedziała mi o młodej dziewczynie, która została sprzedana z Meksyku do Los Angeles przez krewnego. Przez kilka lat mieszkała tam jako pracownica seksualna, cierpiąc z powodu przemocy i żyjąc w strachu o swoje życie. Równocześnie była częścią zwartej grupy ściśle kontrolowanych dziewcząt i wstąpiła do gangu. Ostatecznie udało jej się uciec i przybyła do San Francisco, do AWS. Współpracowała z organami ścigania w stawianiu zarzutów wobec swoich handlarzy, znalazła też schronienie i wsparcie w powrocie do normalności. Była jednak strasznie samotna, tęskniła za Los Angeles, za przyjaciółmi i rodziną. Wiedziała, że ​​powrót narażałby jej życie z uwagi na możliwość odwetu, mimo to po długim okresie spędzonym na północy postanowiła wrócić. Dla Utarti była to decyzja bolesna, i sama zrobiła wszystko, co w jej mocy, by jej to odradzić i zapewnić wsparcie ze strony AWS. W końcu jednak musiała zaakceptować decyzję dziewczyny. Ten przypadek ilustruje trudną rzeczywistość, której doświadczają osoby ocalałe, oraz dynamikę „dwóch kroków w przód, jednego kroku w tył” towarzyszącą bezpośredniej pomocy ofiarom handlu ludźmi (zob. wywiad Estrady Fuentes z Sohini Chakraborty dla porównania sytuacji w Indiach).

Z rozmowy z Utarti dowiedziałam się o innych organizacjach w San Francisco, które pracują z ofiarami handlu ludźmi. Opowiedziała mi na przykład o ogólnomiejskich wysiłkach mających na celu opracowanie specjalnych programów dla młodzieży trans, ponieważ jest ona szczególnie narażona na wykorzystanie i przemoc (rozmowa ta odbywała się w okresie, kiedy prawa osób trans stawały się widoczną kwestią w skali kraju, na rok przed tym, jak prawo dotyczące toalet publicznych [bathroom law] uchwalone w Karolinie Północnej zapoczątkowało debatę publiczną wiosną 2016 roku). Huckleberry House służy znacznej populacji osób LGBT w San Francisco; jest ona wysoka ponieważ młodzi ludzie często uciekają od przemocy, szukając nowego życia w rzekomo liberalnym San Francisco. Szpital Św. Jakuba został założony w 1999 roku jako klinika zajmująca się bezpieczeństwem i higieną pracy dla pracowników seksualnych. Jego nazwa pochodzi od Margo St. James, pracowniczki seksualnej z San Francisco i założycielki COYOTE (Call Off Your Old Tired Ethics), pierwszego zrzeszenia pracowników seksualnych w San Francisco w 1973 roku. Obecnie stanowi również źródło informacji dla ofiar handlu ludźmi, oraz świadczy pomoc prawną, usługi w zakresie zdrowia psychicznego, organizuje grupy wsparcia i świadczenia medyczne. (Co ważne, pokazuje również, że ci, którzy wspierają pracowników seksualnych mogą również wspierać osoby, które przeżyły handel ludźmi bez konfliktów natury ideologicznej).

W mieście San Francisco departament policji i system sądowy są, za pośrednictwem biura prokuratora okręgowego, zaangażowane w większość wysiłków na rzecz zapewnienia wsparcia dla ofiar. Znaczna liczba skierowań do Asian Women’s Shelter pochodzi z grupy Asian Pacific Islander Legal Outreach – podmioty te ściśle współpracują z biurem prokuratora okręgowego i departamentem policji San Francisco. Osoby szukające pomocy często najpierw zwracają się do organizacji pomocy prawnej zamiast do organów ścigania czy innych agencji, w przypadku, gdy np. zachodzi wątpliwość, czy przysługuje im ochrona w świetle prawa. Jest jednak niemal niemożliwością, by ofiara handlu ludźmi otrzymała pomoc bez udziału stanowych agencji prawa i organów ścigania. Nawet w schroniskach prawo wymaga informowania o klientach. Aby uzyskać „wizę T”, specjalną wizę zezwalającą ofiarom handlu ludźmi na pobyt w Stanach Zjednoczonych, wymagana jest współpraca z biurem prokuratora okręgowego. W wielu osobach ten związek wywołuje strach, co potrafi je skutecznie zniechęcić do szukania pomocy. Ponadto krąży wiele anegdotycznych historii o osobach zatrzymanych przez policję podczas nalotu, a następnie deportowanych z powrotem do kraju pochodzenia, bez względu na ich bezpieczeństwo. Nic dziwnego, że ofiary boją się wystąpić o pomoc, jeśli istnieje możliwość uwięzienia i deportacji.

Departament Policji San Francisco ma ustaloną politykę nie aresztowania prostytutek (mimo iż prostytucja jest nielegalna), choć zatrzymuje je w ramach nalotów lub innych operacji wymierzonych w handlarzy ludźmi. Sage, obecnie już nieistniejąca organizacja niosąca pomoc ofiarom handlu ludźmi w San Francisco, z powodzeniem współpracowała z departamentem policji przy szkoleniu funkcjonariuszy, by zabierali kobiety do aresztu bez użycia kajdanek i odnoszenia się do nich jako prostytutek. Według prokuratora okręgowego George Gascona te zasady pozostają w mocy. Trudno określić, czy postępowanie służb w San Francisco jest wyjątkowe, czy stanowi standardową praktykę, a także czy funkcjonariusze rzeczywiście przestrzegają tego protokołu. W ubiegłym roku w policji San Francisco wybuchły dwa skandale wokół wiadomości SMS-owych, w których oficerowie wymieniali rasistowskie, seksistowskie i homofobiczne uwagi; w trakcie pisania tego artykułu toczyło się też dochodzenie w sprawie dwóch policjantów z San Francisco podejrzanych o związek z handlem ludźmi na tle seksualnym w Departamencie Policji w sąsiednim Oakland. Na pewno w innych miejscach stosunek policji do pracowników seksualnych, w tym pochodzących z przemytu, został udokumentowany jako wrogi i brutalny. W ankiecie przeprowadzonej w Nowym Jorku przez Sex Workers Project, 30% ankietowanych pracowników seksualnych pracujących na ulicy wyznało, że funkcjonariusze policji grozili im przemocą, podczas gdy 27% faktycznie doświadczyło przemocy z ich strony. W podobnej ankiecie obejmującej osoby pracujące pod dachem [indoors], 14% pracowników seksualnych zgłosiło, że policja była wobec nich agresywna, a 16% ujawniło, że funkcjonariusze policji inicjowali wobec nich interakcję seksualną.

Rola sztuki

Zapytałam Hedianę Utarti, czy AWS wykorzystuje jakąś formę działań performatywnych w ramach swoich programów wsparcia i opowiedziałam jej o Sanved, programie terapii tańcem i ruchem w Kalkucie, przedstawionym w tym numerze (zob. esej Sarkara Munsi’ego i wywiad z Chakraborty, dziennik Estrady Fuentes oraz opatrzoną komentarzem prezentację Sanved w „Dodatku”.) Powiedziała, że ​​nie jest to nic sformalizowanego, ale czasem wieczorami, po długim dniu spędzonym z adwokatami, w sądzie czy w klinikach medycznych, ona i osoby przebywające w schronisku włączają muzykę i tańczą, albo „niektóre z nich po prostu się poruszają. To dobre, zarówno dla dziewcząt, jak i dla mnie”, uśmiechnęła się.

Kilka miesięcy później dowiedziałam się o położonej niedaleko mnie ARM of Care, niewielkiej organizacji pozarządowej, korzystającej z programów artystycznych w pomocy kobietom i dziewczętom, które przeżyły przemoc i handel ludźmi. W hrabstwie Contra Costa, gdzie mieszkam, społeczność dopiero niedawno zaczęła zdawać sobie sprawę z lokalnego handlu ludźmi. W dużej mierze zamieszkała przez wyższą klasę średnią, żyjącą w dobrze prosperującej, przedmiejskiej społeczności, nie jest to szczególnie widoczna przestrzeń handlu ludźmi. Jednak według prokurator hrabstwa Contra Costa, Nancy Georgiou „od stycznia 2011 roku problem handlu ludźmi staje się coraz bardziej oczywisty. W 2011 roku miała ona cztery sprawy do rozpatrzenia, a w 2013 roku – trzydzieści dwie”. W 2015 roku w sąsiednim mieście Danville policja rozbiła grupę trzech przemytników, którzy przez ponad czternaście lat porywali kobiety, gwałcili je i zmuszali do prostytucji.

ARM of Care została założona w 2012 roku przez Amy Lynch. Organizacja działa bez pomocy państwa, finansując swoją działalność z darowizn i dotacji. Oferuje programy innym agencjom pomocy społecznej pracującym z młodzieżą wykorzystywaną seksualnie, bądź takie agencje zwracają się do niej w celu stworzenia partnerstwa. Zazwyczaj agencje nie płacą ARM of Care: czasem składają wnioski o dofinansowanie ze wskazaniem ARM jako uczestnika projektu – zdarzyło się to trzykrotnie, ale żadna z nich nie zakończyła się sukcesem. Akronim ARM oznacza sztukę, rekreację i ruch (art, recreation and movement); są to główne strategie stosowane przez organizację w celu „leczenia, odnowy [restoration] i upodmiotowienia [empowerment] osób, które doświadczyły traumy”. Do tej pory organizacja współpracowała z ośmioma różnymi agencjami, które działają wśród młodzieży wykorzystywanej seksualnie. Niektóre z nich mają charakter wyznaniowy i choć ARM of Care nie jest związana z żadną grupą religijną ani wyznaniem, organizacja akceptuje aspekt duchowy, odwołując się w niektórych ze swoich programów do elementów religijnych (zob. przykład poniżej).

Lynch ma wykształcenie z zakresu edukacji ruchem somatycznym oraz terapii rekreacyjnej – od ponad trzydziestu lat wykorzystuje te umiejętności w służbie różnym społecznościom. Personel organizacji obejmuje również osoby specjalizujące się w teatrze i sztukach wizualnych oraz dyrektora administracyjnego. Lynch i jej niewielki zespół założyli organizację oddolną przy wsparciu lokalnej rady dyrektorów, złożonej z zaangażowanych obywateli, pedagogów i profesjonalistów. Pokaz slajdów, który służy organizacji do edukowania społeczności zawiera przykłady kilku projektów, które zostały opracowane dla podopiecznych, w tym „mapowanie ciała”, szycie i rzemiosło, warsztaty ruchowe oraz bilety na wydarzenia kulturalne.

W jednym większym projekcie organizacja zabrała osiemnaście młodych podopiecznych na lokalne przedstawienie teatralne Lwa, czarownicy i starej szafy. Przed spektaklem pracownicy przeprowadzili warsztaty oparte na tekście biblijnym (List do Efezjan 6, 10–18) radzi między innymi: „Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju”. Pracownicy poprowadzili ćwiczenia ruchowe, kojarząc niektóre symbole z tekstu używane przez bohaterów przedstawienia do samoobrony z własnymi ciałami młodych kobiet. W kolejnym, plastycznym module poproszono je o zaprojektowanie swoich ubrań w odpowiedzi na pytanie: „Co nosisz lub zakładasz każdego ranka, by przygotować się na cały dzień?”.

Po przedstawieniu, rozmawiano o występie podczas lunchu, a na koniec podopieczne otrzymały w prezencie torbę z egzemplarzem książki, wypchanym lwem i porcją rachatłukum (które pojawiają się w powieści / przedstawieniu). Ten rodzaj projektu jest kierowany do określonej grupy osób, z którymi współpracuje ARM, w zależności od organizacji, którą wspiera, oraz wieku i sytuacji klientek.

Chociaż powyższy przykład i inne projekty, które prowadzi ARM, może wydawać się bardzo prosty i konkretny, ARM potrafi świetnie wyjaśnić związki między kreatywnością a leczeniem. Na przykład niedawny biuletyn (lipiec 2016) opisuje to połączenie:

Stworzyliśmy też program […] o tym, jak to jest być kobietą. Dziewczęta zrobiły mapę mózgu, na której dzieliły się słowami związanymi z cechami i doświadczeniami. Nasze ruchy miały związek z naszymi ciałami i kobiecością, uczestniczki następnie rysowały, co myślą i czują. Jedna kobieta pojawiła się tego ranka w ośrodku po raz pierwszy w trakcie zajęć. Usiadła z nami, kiedy przyszedł czas na ćwiczenia ruchowe i rysowanie. Bycie w nowym środowisku i poza zasięgiem jej oprawcy było dla niej ulgą, ale przebywanie w miejscu, w którym nikogo nie znała również wywoływało strach. Trauma towarzyszyła jej doświadczeniu o wiele za długo. To, czym się z nami podzieliła w swoich słowach i rysunkach wstrząsnęło nami.

Podczas pierwszego dnia rehabilitacji kobieta narysowała siebie z plamą żółtego koloru i ogromną ręką (zob. http://armofcare.net/anablepo/wp-content/uploads/2016/07/ARM-of-Care-Newsletter_3.1-Summer-2016.pdf). Z opisu ilustracji z biuletynu: „Żółty kolor na dole to jej dziecko, które, jak wyznała, jest jedynym jasnym punktem w jej życiu. Ręka należy do jej alfonsa, który kontrolował jej ciało”. Dwa tygodnie później, po udziale w grupowym tańcu, była w stanie powiedzieć: „Te części mnie, które kojarzą mi się negatywnie z doświadczeniem ofiary handlu ludźmi, obecnie się poruszają i widzę to jako wolność poruszania się i używania tych części dla wolności. Aby używać mojego ciała dla MNIE, a NIE na żądanie dla kogoś innego”.

Stopniowo nieuchwytny podmiot, osoba zaginiona, ocalona z handlu ludźmi zaczyna wyłaniać się z połączenia tego, czego możemy się dowiedzieć z szerszego kontekstu i z ucieleśnionych, przeżytych doświadczeń ofiar / ocalonych. Ograniczenia nakładane na autoprezentacją mogą być ogromne, a wszelkie reprezentacje czynione przez innych muszą być etyczne i chronić tożsamość i wrażliwość podmiotu. Zaczęłam od Jenny Edkins dla podkreślenia, że „kto” pojawia się w relacjonalności, która często operuje poza reżimami publicznej widoczności, po czym próbowałam przemierzyć geografię „co”, wprowadzając jednocześnie migawki ujawniające „kto”. ARM daje wgląd w relacjonalność, która może zaistnieć w sytuacji wsparcia i działań terapeutycznych. W ramach podsumowania zwrócę się teraz do formalnych performansów przygotowanych z myślą o sferze publicznej, w którym pojawia się autoprezentacja w skutecznej próbie edukacji i aktywizacji innych.

W 2012 roku na karty głosowania w Kalifornii trafiła tzw. „Propozycja 35”, wzywająca do zaostrzenia przepisów stanowych w zakresie handlu ludźmi na siedem następujących sposobów:

  1. Wyższe wyroki więzienia dla handlarzy ludźmi.
  2. Wymóg rejestracji skazanych handlarzy ludźmi jako przestępców seksualnych.
  3. Obowiązek przekazania władzom detali kont internetowych przez zarejestrowanych przestępców seksualnych.
  4. Zwiększenie grzywien dla handlarzy ludźmi i wykorzystanie ich do opłacania usług dla ofiar.
  5. Obowiązkowe szkolenia w zakresie handlu ludźmi dla funkcjonariuszy organów ścigania.
  6. Wzmożona ochrona ofiar w postępowaniach sądowych.
  7. Usunięcie wymogu wykazania siły ścigania handlarzy seksualnych wobec dzieci.

W ramach kampanii popierającej „Propozycję 35” organizacja pozarządowa w San Diego pod nazwą California Against Slavery wyprodukowała serię krótkich filmów z „Historiami ocalałych” dostępnymi na ich stronie internetowej i na YouTube.com. Te solowe performanse trwają nieco ponad 2 minuty.

Istnieje wiele problemów związanych z publicznym ujawnianiem ofiar handlu ludźmi w taki sposób: pierwszym zagrożeniem jest identyfikowanie osób pod względem wizerunku i z nazwiska. Voyeuryzm i konsumpcja ich opowieści jako produktów z bezpiecznej odległości ekranu komputera to drugie. Reaktywacja traumy przez jej powtarzanie to trzecie. W przypadku tych konkretnych filmów, zagrożenia fizyczne i emocjonalne są w pewnym stopniu – choć nie sądzę całkowicie – łagodzone przez okoliczności: podmiotami wydają się być kobiety, które doszły do siebie i zgodziły się udział w filmach i ujawnienie siebie. Historie są szczere, ale stosunkowo wolne od melodramatu czy innego nieodpowiedniego efektu. Za pomocą skontekstuowalizowanych doświadczeń narracje te mogą pomóc ludziom zrozumieć, w jaki sposób przymus i zgoda nie są jednoznacznymi kategoriami prawnymi czy etycznymi. Filmy uchwytują podmiotowość i aktywizm w trakcie ich powstawania: ocalałe przechodzą do ofensywy w roli silnych kobiet, popierając propozycję legislacji, która ma za zadanie poprawić położenie innych ofiar handlu ludźmi. W ten sposób kształtują umiejętność przetrwania, a nawet rozwoju, jak również dołączenia do politycznej walki o położenie kresu handlowi ludźmi. „Propozycja 35” została przegłosowana 83% większością kalifornijskiego elektoratu i jest obecnie obowiązującym prawem, z wyjątkiem przepisu dotyczącego ujawniania kont internetowych, który został zaskarżony w sądzie federalnym i uznany za niekonstytucyjny z powodu naruszenia prawa do wolności wypowiedzi. Decyzja ta jest obecnie przedmiotem odwołania, a pozostałe przepisy ustawy są stopniowo wdrażane.

Ambicją niniejszego eseju było przedstawienie złożoności zjawisk związanych z handlem ludźmi w zakresie ich wpływu na ofiary / osoby ocalone, jak również na opinię publiczną. Sięgnęłam w tym celu po narzędzia wypracowane na gruncie performatyki, by wskazać, w jaki sposób my, badacze teatru i performansu, możemy włączać się w działania przeciwko handlowi ludźmi przez wykorzystanie naszych umiejętności analitycznych do oceny publicznego dyskursu wokół handlu ludźmi oraz do krytyki hegemonicznych rozróżnień między np. przymusem a wyborem. Możemy też analizować reprezentacje losów ofiar handlu ludźmi w przestrzeni publicznej i w mediach, poszerzając poszukiwania bardziej zniuansowanych narracji i charakterystyk niż obecnie dominują w tych przestrzeniach. Możemy analizować, a także tworzyć performanse, by zobaczyć, jakie nowe wyobrażenia potrafią ewokować egzystencję ocalałych i jakie są odpowiednie drogi jej poprawy – choć w skromny sposób przyczyniając się do działań na rzecz sprawiedliwości w naszych badaniach, twórczości i aktywizmie.