Article Open Access Open Access Peer Reviewed Peer Reviewed Translation Reviewed Translation Reviewed 2721 view(s) 2721 view(s) 2721

Prace afektywne. Miłość, opieka i solidarność w ramach społecznej reintegracji byłych bojowniczek w Kolumbii

Article

Na polu bitwy

Co możesz mi powiedzieć o miłości?

Po tym pytaniu często następował nerwowy śmiech i gorzki grymas. Zadumana cisza. Jakby miłość nie mogła być częścią życia w szeregach partyzantów. Tak jakby miłość nie była częścią codziennego życia w czasie wojny. Być może byli partyzanci, z którymi rozmawiałam, sądzili, że pytam o konkretny typ romantycznej miłości, w rodzaju miłosnych historii, które poznaje się przez popularne meksykańskie, kolumbijskie i wenezuelskie telenowele. Być może myśleli, że moje pytanie zakłada, iż ta prototypowa, bolesna narracja o romantycznym uczuciu jest jedynym możliwym sposobem jej doświadczania. I odpowiedzi często brzmiały mniej więcej tak:

Miłość... to nie tak, nie tak jak tutaj. To jest inaczej. Tam, po prostu... tam nie ma żadnej stabilności. Musisz prosić o pozwolenie od dowódcy, nie możesz się z kimś związać, chyba że to na poważnie, wtedy po uzyskaniu pozwolenia możecie spać w tym samym namiocie, jeśli go posiadacie. Wszyscy to szanują; nikomu nie wolno tego podważać. Ale wiesz, że mogą cię w każdej chwili wysłać do innej jednostki, lub twój partner może zostać zabity w walce, więc nie przywiązujesz się. Czasem się dowiadujesz, że twój partner związuje się z kimś nowym. Musisz ruszyć dalej, znajdujesz kogoś innego. Lub możesz wybrać samotność, jeśli tak wolisz, to też jest w porządku.

Chciałam dowiedzieć się o miłości, o tym, jak ludzie pozwalają się dotknąć — lub nie — na polu bitwy. Chciałam usłyszeć o miłości w słowach niegdyś groźnych bojowniczek; zapytać o seks i zgodę, dowiedzieć się o zasadach regulujących kwestie gwałtu i aborcji w kolumbijskiej partyzantce, nie będąc przy tym zbyt nachalną. Pytanie o miłość pomagało mi: było wystarczająco ogólne, by nawiązać niewinną rozmowę i móc zobaczyć, w ich cielesnych reakcjach, czy da się kontynuować odpowiedni temat. Chciałam zadać pytania, które doprowadziłyby do pogłębionych odpowiedzi, ale musiałam zachować ostrożność. Interesowały mnie różne sposoby i możliwości zrozumienia i uczestniczenia w relacjach opartych na miłości w kontekście wojny partyzanckiej, ale wolałam nie naruszać warstw ochronnych, którymi osoby — w tym ja sama — mogły chcieć się zasłonić podczas rozmowy z nieznajomym, szczególnie w odniesieniu do przeszłego udziału w trwającą wojnę. Niezależnie od tego, czy rozmawiałam z mężczyznami, czy z kobietami, różnica pomiędzy tu i tam była zawsze obecna. Tam oznaczało nie tylko inne miejsce, ale także inny czas, etap przeszły, w którym doświadczenia romantycznej miłości mogły być możliwe lub nie. Tam ludzie kochają i chronią swoich partnerów i towarzyszy podczas walki; szeregowi członkowie muszą nauczyć się robić kawę i gotować dla setek ludzi na raz bez hałasowania i wytwarzania nadmiernej ilości dymu; niektórzy są szkoleni na pielęgniarki, chirurgów i są ekspertami we wzajemnym leczeniu ran. Tam niektórzy ludzie odmawiają egzekucji osób pod groźbą kary, podczas gdy inni są w tym bardzo dobrzy i lubią przestrzegać te rozkazy.

Tam, w Ejército de Liberación Nacional (Narodowa Armia Wyzwolenia, zwana dalej „ELN”), szeregowym partyzantom wolno ubiegać się o pozwolenie na posiadanie partnerów życiowych i dzieci — co może spotkać się z odmową; ale w Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii, zwane dalej „FARC”), nie ma możliwości ubiegać się o zezwolenie na posiadanie dzieci — zdarza się jednak, że bojowniczki ukrywają ciąże i rodzą. W kolumbijskiej partyzantce wszystkie kobiety, bez względu na wiek, stosują antykoncepcję hormonalną — zwykle w formie zastrzyków — a jeśli zajdą w ciążę, za każdym razem muszą poddać się aborcji; jednakże nie wszystkie kolumbijskie grupy partyzanckie stosują te same praktyki dyscyplinarne. W szeregach partyzanckich wszyscy członkowie mają równe prawa i obowiązki, ale partnerki dowódców mogą mieć dzieci i widzieć, jak dorastają. Na polu bitwy mężczyźni i kobiety w każdym wieku są gwałceni — ale też uprawiają seks.

W niniejszym artykule zastanawiam się, jak afektywne transakcje i związane z nimi praktyki miłości, troski i solidarności są doświadczane i konceptualizowane przez byłe bojowniczki, które w większości zostały wcielone do armii jako dzieci. Proponuję pojęcie „prac afektywnych” do zrozumienia kobiecych doświadczeń i afektywnych praktyk w ramach organizacji partyzanckich. Uważam, że skupiając się na performatywności ludzkich emocji i transakcji obecnych w strukturach wojskowych, decydenci i działacze na rzecz budowy pokoju mają szansę poprawić zarządzanie zasobami ludzkimi i finansowymi, w rezultacie ułatwiając reintegrację społeczną.

W ten sposób zamierzam wnieść narracyjne opcje dla egzystencji podmiotów, a tym samym rozmaite drogi, prowadzące do umocnienia sprawiedliwości dla kolumbijskich obywateli, którzy w przeszłości stanowili część nielegalnych organizacji zbrojnych, a obecnie biorą udział w programach reintegracyjnych. Utrwalanie praktyk regulacyjnych i afektywnych w partyzantach stwarza „jednostki” bojowników, postępujące w zgodzie z kodeksami dyscyplinarnymi i oczekiwaniami, które wyznaczają granice możliwego życia w szeregach. Należy zauważyć, że istnieje podobieństwo między procesem ujarzmiania [subjectification] partyzantów i jego cechami utrwalającymi a tym, co „wytwarza” cywili w drodze programów reintegracyjnych. Uważam, że obietnica zrozumiałości nieodłącznie związana zarówno z partyzanckimi (nielegalnymi), jak i cywilnymi (legalnymi) performansami stanowi również obietnicę dalszej egzystencji. We wpływowej książce Psychiczne życie władzy. Teorie ujarzmienia Judith Butler argumentuje, iż pragnienie bycia widzialnym, bycia godnym szacunku i przetrwania, jest pragnieniem opartym na wyzysku. Podmioty, jak sugeruje autorka, wolą istnieć w relacji podporządkowania niż nie istnieć. Istnienie nie jest zatem ograniczone do zrozumiałości podmiotów; ono również implikuje możliwość śmierci. Butler pisze: „Ten, kto wyznaje obietnicę dalszego istnienia spełnia pragnienie przetrwania”; jako takie, performanse podporządkowania przez prace afektywne — jakkolwiek destrukcyjne by nie były— są także środkiem do osiągnięcia życia, które można uznać za warte przeżycia.

Praca miłości: podstawowe praktyki opieki i utrzymywania w szeregach partyzanckich

W większości przypadków moje pytanie o miłość było interpretowane jako pytanie o miłość romantyczną, ale moja uwaga nie skupiała się tylko na tym: zgłębianie sposobów, w jakie bojownicy doświadczają miłości i angażują się w pracę miłości daje nam wgląd w to, jak rozumieją i doświadczają troskę, przywiązanie do innych oraz uczestnictwo w aktach solidarności przed, w trakcie i po zaciągnięciu do armii. Scott Gates podkreśla potrzebę zrozumienia różnic między motywacjami stojącymi za rekrutacją, trwaniem się w zbrojnej grupie a powiązanymi praktykami socjalizacji. Sugeruje on, że lepsze poznanie procesów utrzymywania w miejsce wyłącznie motywacji i bodźców obecnych w trakcie rekrutacji może prowadzić do kluczowych informacji, potencjalnie pomocnych w skutecznym planowaniu programów reintegracyjnych. Uważam, że afektywne aspekty działań wojennych są nie tylko pomocne, ale także niezbędne przy identyfikowaniu i rozumieniu potrzeb obywateli, którzy uczestniczyli w nielegalnych organizacji zbrojnych, a teraz próbują odbudować swoje życie w kontekście cywilnym. Kompleksowe podejście do kwestii afektu w rekrutacji, utrzymywaniu i dezercji / dysocjacji dostarcza ważnych danych dla projektowania i wdrażania odpowiedniej pomocy w zakresie reintegracji.

W swoich badaniach wytwarzania równości i nierówności afektywnej w ramach systemów społecznych i praktyk opieki Kathleen Lynch i Judy Walsh proponują rozróżnienie między trzema rodzajami pracy skoncentrowanej na innych, niezbędnej do utrzymania podstawowych, drugoplanowych i trzecioplanowych stosunków opieki. Do utrzymania drugoplanowych i trzecioplanowych stosunków opieki wymagana jest ogólna opieka i solidarność. Stosunki opieki podstawowej, jak twierdzą autorki, są nie do utrzymania na dłuższą metę bez pracy miłości. „Bez takiego wysiłku uczucia miłości i troski o innych mogą po prostu obejmować retoryczne działania, słowa i wypowiedzi, mające charakter deklaratywny, ale bez znaczenia w praktyce czy działaniu”. Podstawowe stosunki opieki lub miłości:

odnoszą się do stosunków o wysokiej współzależności, wynikających z odziedziczonych lub wybranych zależności lub współzależności; są naszymi podstawowymi stosunkami opieki. Praca miłości jest pracą niezbędną do podtrzymania tych stosunków... jest pracą zaangażowaną emocjonalnie, której głównym celem jest zapewnienie przetrwania, rozwoju i / lub dobrobytu drugiej osoby. Zachodzi intensywne poczucie przynależności i zaufania w stosunkach opieki podstawowej, gdy są one pozytywne, oraz nieufności i izolacji, gdy pojawia się w nich zaniedbanie, wyzysk lub przemoc, co nie ma znaczenia w przypadku pozostałych stosunków opieki.

Autorki wskazują, że najbardziej oczywisty rodzaj opartego na miłości stosunku opieki zachodzi między rodzicami i dziećmi: jest niezbędny do przeżycia, może być korzystny dla obu stron i charakteryzuje się nieznaczną lub nieistniejącą natychmiastową korzyścią dla opiekuna.

Bojownicy partyzantki nie są całkowicie pozbawieni miłości i troski, opieki podstawowej czy związków miłosnych: są częścią sieci afektu i solidarności, które zapewniają wsparcie i generują silne poczucie przynależności, czasem też głębokie zaufanie, ale powodują też, że są wyjątkowo podatni na krzywdę [vulnerable]. Czy to poprzez doświadczenia romantycznej miłości, koleżeństwa czy przyjaźni — co chciałabym nazwać praktykami socjalizacji afektywnej — partyzanci zawiązują emocjonalne więzi charakteryzujące się wysokim poczuciem współzależności i rodzinnej przynależności. Pisząc o towarzyszach, którzy zginęli w walkach z armią kolumbijską, była członkini FARC, Zenaida Rueda, pisze: „Oni byli moimi braćmi, moimi kuzynami, moimi wujami... byli moją rodziną. Oto, czym staje się dla nas partyzantka: rodziną” ([e]llos eran mis hermanos, mis primos, mis tíos... eran mi familia. Eso se vuelve la guerrilla para uno). Opieka podstawowa czy relacje miłosne również potrafią wywoływać strach, nieufność i emocjonalną izolację, a dynamiki i możliwości rozkwitu miłości i romantycznych związków są zależne od innych stosunków podstawowej opieki. Kiedy podczas jednego z moich wywiadów zapytałam Tatianę o miłość, ta dziewiętnastoletnia była bojowniczka FARC powiedziała:

Na początku uczucie, że ktoś mi się podoba było piękne. Ale z biegiem czasu oni [dowódcy] sprawiają, że stajesz się agresywną, powściągliwą osobą, jak kot, ponieważ czasami próbujesz być z kimś, a dowódcy zaczynają wysyłać cię gdzie indziej, żebyście nie mogli być razem, lub robią coś, żebyście się nie dogadywali. A więc stajesz się agresywna, nieufna w stosunku innych... Ostatecznie nie dbasz o to, by być z kimś. Jeśli mógł się trzymać w pobliżu, to w porządku, a jeśli nie, to też było w porządku. Mówiło się: „Nie ważne, jest tu dużo więcej mężczyzn”. W ten sposób stajesz się jak mężczyzna. (Al principio, la sensación de atracción a otra persona es muy bonito. Pero a uno lo vuelven como agresivo, como un gato, porque aveces uno trata de atraerse [estar juntos] con esa persona y cuando los comandantes ven que uno está con esa persona comienzan a abrirlo para allá, abrirlo para acá, comienzan a hacerle cualquier cosa para que uno choque. Entonces ya uno se va volviendo agresivo... A lo último a uno le valía ya una, discúlpeme la palabra, una pendejada estar con alguien, si él llegaba bien y si no también. Uno decía “No, para eso hay más.” Ya uno andaba como hombre.)

M: Zakochałaś się tam? (¿Y tu te enamoraste allá?)

T: [Nerwowy śmiech] Tak. Raz. Byłam w partyzantce od około pięciu lat. Zakochałam się w towarzyszu, z którym byłam od dwóch lat. Ale ugryzł mnie wąż i on był bardzo niespokojny i zmartwiony, a dowódcy nie spodobało się to, żeby mężczyznę tak obchodziła kobieta lub na odwrót, bo oni myślą, że stracą tego bojownika, że on się znudzi partyzantką, straci morale i zdezerteruje. Więc wysłali go z dala ode mnie. Byłam bardzo chora... On umarł w walce. Bardzo cierpiałam. Dowódcy nie powiedzieli mi, że nie żyje, bo wiedzieli, że jestem gotowa umrzeć za niego, a on zrobiłby to samo dla mnie. Więc kłamali przez tydzień... Byłam w depresji przez siedem miesięcy, ale nie mogłam dać im poznać, jak się czuję. Pierwszego dnia mogłam pokazać smutek, ale potem musiałam ukrywać swoje uczucia. Mogliby pomyśleć, że zechcę zdezerterować i zabić mnie z tego powodu. ([Risa nerviosa] Sí. Una vez. Llevaba por ahí cinco añitos [en la guerrilla], de un compañero con el que llevaba dos años ya viviendo [juntos]. A mi me picó una culebra, y él se desesperó mucho y al comandante no le gusta que un hombre se preocupe así por una mujer, o una mujer [por un hombre] porque piensan que van a perder ese combatiente, el hombre se va a aburrir, se va a ir, se va a desmoralizar. A él lo sacaron de donde yo estaba, porque yo estaba enferma… Murió en una acción. A mi me dio duro. Ellos [los comandantes] no me querían decir a mi porque sabían de que yo daba la vida por él, igualmente él por mi. Entonces a mí me mintieron por una semana… Me dolió mucho, yo estuve siete meses así [triste] pero yo no podía demostrarlo. El primer día, claro, porque los comandantes me entendían. Pero de ahí para allá no podía, porque pensaban que yo me iba a ir [desertar], empezaban a pensar mal de mi, me podían matar.)

Tatiana była jedną z czworga rodzeństwa, jedyną dziewczyną. Została przymusowo zrekrutowana przez FARC, gdy miała dwanaście lat, przez członka FARC, który był o osiem lat starszy i romantycznie nią zainteresowany. Tatiana wyznała, że ​​w pierwszą noc w obozie partyzanckim spali razem i że było to dla niej bardzo trudne, ponieważ wcześniej nie spała z nikim innym. W pierwszych latach kilkakrotnie myślała o opuszczeniu grupy, ale za bardzo się bała i ostatecznie przystosowała się do życia w partyzantce. Kiedy zapytałam, co stało się z mężczyzną, który ją zwerbował (nazywała go „partnerem”), powiedziała, że ​​został zamordowany zaledwie miesiąc po tym, jak dołączyła do grupy i że pomimo tego, co jej zrobił, była mu wdzięczna, ponieważ pomógł jej szybko się odnaleźć i zrozumieć dynamikę grupy. Opuściła FARC, ponieważ została schwytana przez członków kolumbijskiego wojska, kiedy miała siedemnaście lat.

Mówiąc o praktykowaniu miłości, zaufania i opieki, Tatiana wspomniała, jak codzienne zajęcia stawały się okazją do okazywania czułości między przyjaciółmi i partnerami, takie jak wzajemne pranie ubrań i czyszczenie butów. Chociaż zabronione jest pomaganie sobie nawzajem w tych zadaniach, partyzanci robią to, kiedy chcą i czują, że powinni:

Wspieramy się nawzajem, ale dowódcy tego nie lubią. Mówią: „Ach, tracimy ją, ona jest zakochana”... Miłość tam jest piękna, ponieważ potrzebujesz towarzystwa, wsparcia, ale jest również dla ciebie niebezpieczna z powodu rzeczy, które potrafisz zrobić, żeby móc być z tą osobą, albo kiedy zdajesz sobie sprawę, że twój partner zmarł, a ty czujesz się samotnie. (Uno se apoya, y a los comandantes no les gusta eso. Ahí dicen: “Ya la estamos perdiendo, ya se enamoró.”… El amor allá, a la vez que es bonito, porque uno necesita una compañía, también lo hace correr peligro, porque uno [hace cosas] para estar con esa persona, o que uno sepa que se ha muerto y uno allá se siente solo.)

Wysiłek fizyczny i emocjonalny, włożony w przetrwanie własne i innych, w podtrzymywanie tych podstawowych stosunków opieki, jest pracą miłości. „Praca miłości jest ogólnie charakteryzowana przez stosunki silnej wzajemności; istnieje poczucie wzajemnej zależności, niezależnie od tego, jak zła może być ta relacja”. Jak taka praca miłości wpływa na codzienne życie i decyzje w szeregach partyzanckich?

W swojej autobiografii Escrito para no morir: bitácora de una militancia María Eugenia Vásquez Perdomo, antropolożka i była bojowniczka Movimiento 19 de Abril (Ruch 19-go Kwietnia, dalej „M-19”), pisze, że miłość w partyzantce była częścią ich szerszego, wspólnotowego projektu politycznego, a nie osobistym projektem. Romantyczne związki miłosne były intensywne, choć ulotne, ponieważ wyznaczały je polityczne dążenia do zmiany społecznej, a nie indywidualne pragnienia, osobiste więzi i oczekiwania: „Kochaliśmy się nawzajem z intensywnością, która towarzyszy niepewności jutra i zaufaniu płynącemu z bycia wśród równych sobie”. (Nos quisimos con la intensidad que proporciona la incertidumbre frente al mañana y con la confianza de estar entre iguales.) Nie wkładało się wiele wysiłku w budowanie długotrwałych związków romantycznych; zamiast tego stosunki afektywne opierały się na poczucie zaufania i koleżeństwa wśród równych sobie. Stosunki seksualne wśród partnerów były — w kontekście M-19 i według Vásquez Perdomo — jedynie sposobem na swobodne wyrażenie uczucia bliskości z osobą o takich samych przekonaniach ideologicznych, która była również członkiem organizacji partyzanckiej. Jednak w swojej w narracji o życiu studentki i członkini partyzantki w środowisku miejskim w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, Vásquez Perdomo opisuje wiele romantycznych związków, w tym dwa małżeństwa, afektywne więzi, macierzyństwo i oparte na płci oczekiwania w zakresie seksualnych i społecznych zachowań, nawet w kontekście partyzantki. Na przykład macierzyństwo w latach siedemdziesiątych, w trakcie pierwszego małżeństwa z innym partyzantem M-19, zmieniło Vásquez Perdomo w pozostającą w domu matkę, podczas gdy jej mąż kontynuował bojową działalność. „Nasze partnerstwo było wyczerpane codzienną rutyną i tonęło w sprzecznościach. Dyskurs o związkach między compañeros był daleki od rzeczywistości”(Nuestro amor se agotaba en la cotidianidad y naufragaba en sus contradicciones. Una cosa era el discurso sobre las relaciones de pareja entre compañeros y otra bien distinta la realidad), pisze autorka, sugerując wyraźne rozróżnienie między dyskursami na temat płci i równości płci w kontekstach bojowych i przeżywanego doświadczenia. Dalej dodaje:

Pomimo faktu, że oboje byliśmy zaangażowani w działalność bojową zanim zamieszkaliśmy razem, teraz jego praca była najważniejsza. Mógł robić co chciał ze swoim czasem; ja miałam obowiązki domowe i dziecko. Ramiro co najwyżej „pomagał” w niektórych sprawach, a według wielu par compañero, powinnam dziękować mu za pomoc. Sama uważałam, że jego praca usprawiedliwia jego częstą nieobecność. (Si bien ambos teníamos una actividad militante desde antes de vivir juntos, ahora la que se priorizaba era la suya. Él disponía del tiempo a su amaño, yo tenía las obligaciones domésticas y de crianza; a lo sumo Ramiro me “ayudaba” en algunas tareas y, según muchos compañeros y compañeras, yo debía agradecer su colaboración. Yo misma pensaba que su trabajo justificaba muchas ausencias.)

Vásquez Perdomo pokazuje, że romantyczne relacje miłosne rozumiano jako relacje między równymi sobie — entre iguales, jednak prowadzenie domu i praca opieki były uważane za domenę kobiet, a uczestnictwo mężczyzn w nich za akty dobroci, a nie za rutynową dystrybucję zadań w związku równych sobie.

W innej części autobiografii Vásquez Perdomo zastanawia się nad intensywnością swoich doświadczeń związanych z romantyczną miłością, reakcjami cielesnymi i związanymi z nimi emocjami; pisze też o bólu, jaki odczuwała, kiedy po raz ostatni widziała się z Alfredo, jednym z swoich partnerów:

Kiedy straciłam go z oczu, sprawdziłam przez chwilę miarę jego nieobecności, a tępy ból w każdej cząstce mojego istnienia ujawnił rozmiar tej pustki. Chciałam krzyczeć, płakać i biec do utraty tchu. Chciałam jakoś uśmierzyć ból, uciec przed nim, ale zostałam w miejscu, na zewnątrz spokojna, z oddaniem, które wykraczało poza miłość. (Cuando lo perdí de vista consulté por un instante la medida de su ausencia y un dolor sordo en cada fibra del cuerpo delató la dimensión del vacío. Habría querido gritar, llorar y correr, hasta agotar mis fuerzas, por no sentir, pero me quedé allí aparentemente tranquila, con un compromiso que iba más allá del amor.)

Ten opis bólu pod nieobecność drugiej osoby sugeruje, że romantyczne relacje i kontakty miłosne nie były aż tak ulotne. Vásquez Perdomo wyobraziła sobie osobisty projekt, pragnęła teraźniejszego i przyszłego życia z Alfredo. Kilka miesięcy po rozstaniu otrzymała wiadomość o jego śmierci — został postrzelony w czoło podczas walki:

Alfredo był moją emocjonalną osią. Tak długo, jak żył, czułam pewność miłości: nas dwoje przeciwko światu. Teraz zostawił mnie samą. Na początku zawładnęło mną uczucie porzucenia, byłam zła na to, jak pozwolił się zabić. (Alfredo constituía mi eje afectivo. Mientras existió, sentía la certeza del amor: estábamos ambos frente al mundo. Ahora me había dejado sola. En un principio me asaltó la sensación de abandono y de rabia con él, por dejarse matar.)

Pomimo twierdzeń Vasquez Perdomo o jej wspólnotowym charakterze, miłość nie była zatem wyłącznie wyznaczana przez cele polityczne M-19. Śmierć partnera oznaczała dla niej śmierć możliwości osobistego projektu afektywnego, zakończenie romantycznego partnerstwa z towarzyszem w ramach ich wspólnego projektu politycznego.

Vásquez Perdomo opuściła M-19 w 1988 roku, na rok przed zbiorową demobilizacją M-19 i po osiemnastu latach służby: spotkała się ze swoimi dowódcami i wyjawiła, że ​​nie chce już być częścią organizacji. Postanowiła odejść po części z powodu nagłej śmierci swojego najstarszego syna w wieku trzynastu lat — w czasie bojowej kariery miała dwoje dzieci z różnymi partnerami. Jej wniosek o wystąpienie został zatwierdzony bez dalszych komplikacji. Praca w partyzantce była dla niej sposobem na zbudowanie lepszej przyszłości dla syna, w oczekiwaniu na możliwość ponownego spotkania. Ale wraz z jego śmiercią lata poświęcenia, nieobecności i rezygnacji z bycia blisko niego nie miały już dla niej sensu. „Wydaje się niemożliwe, aby tak wielka miłość nie miała przyszłości, ale nie pozostało już nic, oprócz intensywnej pustki”. (Parecía mentira que tanto amor se volviera huérfano de futuro.) Pomimo miejskiego charakteru większości jej partyzanckich lat, ponowne przystosowanie do życia w cywilu było dla niej niezwykle trudnym i bolesnym procesem, co zostanie omówione poniżej.

Doświadczenia nieobecnego macierzyństwa czy przymusowego rozwiązywania ciąż często wywołują u bojowniczek uczucia rozczarowania, zdrady i urazy. Pokazuje to, jak ważna jest podstawowa opieka, relacje miłosne i związane z nimi prace w skutecznym utrzymywaniu osób w zbrojnej grupie. To samo dotyczy retencji w programach reintegracyjnych. Tak było w przypadku Diany, trzydziestoletniej kobiety, z którą rozmawiałam. Diana była jedną z sześciorga rodzeństwa w domu prowadzonym przez samotną matkę. Ojciec zmarł, gdy Diana miała sześć lat; matka była zmuszona zostawić dzieci i przeprowadzić się do innego miasta, by móc zapracować na ich utrzymanie. Diana wstąpiła do partyzantki w wieku około piętnastu lat — nie pamiętała dokładnie, kiedy, było to między 1999 a 2000 rokiem — ponieważ obiecano jej ubranie, wyżywienie i dostęp do edukacji. Jak wiele innych osób, po dołączeniu do grupy zdała sobie sprawę, że życie w szeregach nie będzie łatwe, i że początkowe obietnice zaspokajania jej podstawowych potrzeb nie zostaną spełnione — w jej przypadku nigdy się nie ziściły — próbowała zatem zrezygnować, ale nie wolno jej było odejść z uwagi na to, że wstąpienie do FARC jest zobowiązaniem na całe życie. Partyzanci, którzy dezerterują z grupy zbrojnej ryzykują życiem, bo karą za nieudaną ucieczkę często jest śmierć. W końcu Diana przywykła do bycia w partyzance. Kiedy zapytałam, co jej się najbardziej podobało w życiu w FARC, powiedziała, że ​​uczucia braterstwa i wzajemnej troski: „Czujesz się tak, jakby wszyscy byli jedną osobą — todos son como una misma persona”. Ale kiedy zapytałam ją o to, co jej się tam nie podobało, od razu odpowiedziała: „prawie wszystko — casi todo”, dodając, że nigdy nie była tam szczęśliwa: „Brak wolności. Życie wojskowe, życie partyzanckie. Wstawanie o piątej rano, chodzenie w mokrym mundurze przez cały dzień, jak mogłabym to lubić?” (La falta de libertad. La vida militar, la vida guerrillera. Levantarse a las 5am y ponerse un camuflado mojado para estar así todo el día. A mí qué me va a gustar eso). Powiedziała mi też o swojej niezgodzie na pewne praktyki partyzanckie, takie jak selektywne zabójstwa, wymuszenia, porwania i mordowanie niewinnych ludzi w walce. Mimo trudności znalazła w FARC rodzinę, koleżeństwo, grupę ludzi, która jej zdaniem prawdziwie dbała o siebie nawzajem. W trakcie lat służby miała także dwóch romantycznych partnerów, dwukrotnie zachodząc w ciążę. W obu przypadkach, zgodnie z zasadami FARC, dokonała aborcji. W kontekście głębokiego poczucia współzależności wobec towarzyszy i partnerów przymusowe aborcje Diany oznaczają dla niej znaczące rozłamy.

Rozmawiałam z Dianą przy kawie i czekoladkach; po krótkim wprowadzeniu zapytałam: „Kiedy wystąpiłaś z partyzantki?” (¿Hace cuánto saliste de la guerrilla?). „Odeszłam piętnaście miesięcy temu. Zmusili mnie do aborcji, to był już drugi raz”. (Hace un año y tres meses. Yo me fui porque me hicieron abortar, esa fue la segunda vez.) Po dwunastu latach służby musiała poddać się aborcji na trzy miesiące przed porodem. Miała stabilnego partnera i była to jej druga ciąża. W obu przypadkach zgodnie z zasadami FARC powiadomiła dowództwo, żeby zgłosić o gotowości do przeprowadzenia obowiązkowej aborcji. Pierwsza ciąża została przerwana bez komplikacji. Ale gdy za drugim razem poinformowała o swoim stanie, jej ostrzeżenia zostały zignorowane. Kiedy była w szóstym miesiącu ciąży, dowództwo podjęło decyzję o aborcję wbrew jej woli. „Kiedy jesteś w szóstym miesiącu ciąży, dziecko jest w pełni uformowane. Gdybyśmy mieli tam inkubator, moje dziecko mogłoby przetrwać. Widziałam go”. (A los seis meses el niño está formado. Si hubiera habido una incubadora allá el niño se hubiera salvado. Yo lo vi.) W rozmowie ze mną Diana wyznała, że był to główny powód jej wystąpienia z partyzantki: po ponad dekadzie służby była zbyt zraniona i rozczarowana sposobem, w jaki FARC — jej rodzina — zajęła się tą sytuacją. Jej zdaniem dowódcy zaniedbali swoje obowiązki, ponieważ ona, zgodnie z zasadami, poinformowała ich o ciąży na wczesnym etapie, żeby mogli przeprowadzić aborcję, ale nie wydało się ich to obchodzić. Dla Diany było to niezwykle rozczarowujące i bolesne doświadczenie; obwinia swojego dowódcę o brak należytej uwagi i zignorowanie ostrzeżeń o ciąży, przez co lekarze nie mogli się tym zająć w odpowiednim czasie. Jej zdaniem dowódca nie uszanował jej gotowości do przestrzegania wewnętrznych przepisów FARC dotyczących ciąży; nie podejmując natychmiastowych działań w jej sprawie, nie wywiązał się ze swojej roli w podtrzymywaniu ich stosunku opieki: po jego stronie nie pojawił się wysiłek, aby zagwarantować jej dobro. Przez zaniedbanie jej gotowości do aborcji, a w konsekwencji zranienie jej ciała i emocjonalnej więzi z nienarodzonym dzieckiem, dowódca doprowadził do załamania poczucia przynależności, zaufania i zależności w stosunku do FARC — do jej rodziny — tym samym wywołując w Dianie takie poczucie izolacji, że ​​wybrała dezercję. Jej rozczarowanie miało dodatkowy, ściśle powiązany wymiar: degradację partyzantki w rejonie, w którym służyła oraz brak zainteresowania dowódców dobrobytem szeregowych członków, widocznym nie tylko w aborcji Diany, przeprowadzonej na późnym etapie i wbrew jej woli, ale także w braku podstawowych przyborów toaletowych, mundurów i żywności. Diana zauważyła, że ​​dowódcy byli wyłącznie zainteresowani pieniędzmi i kobietami w cywilu. Rodzina, którą znalazła w FARC, już o nią nie dbała, ich działania były niezgodne z retorycznymi hasłami braterstwa i solidarności w organizacji. Dodatkowo FARC wydała serię publicznych oświadczeń sugerujących, że twierdzenia kobiet takich jak Diana o przymusowych aborcjach są nieprawdziwe.

Jednak nie wszystkie bojowniczki doświadczają wojny w ten sam sposób. Nie wszystkie ciała podlegają tym samym rodzajom przemocy czy tym samym praktykom miłości i opieki. Na przykład Eugenia zgłosiła się do FARC w późnych latach dziewięćdziesiątych, kiedy miała jedenaście lat, uciekając przed przemocą w rodzinie. Lubiła przebywać w FARC, grupie, którą uważała za swoją rodzinę, i wciąż jest wdzięczna osobie, która ją zwerbowała za ratunek przed, jak to określiła, przemocowymi rodzicami.

Moją rodziną była FARC, bo chciałam uciec przed przemocą w mojej rodzinie. Nie chciałam być dotykana. Nie chciałam być raniona. Bo mam swoje ciało i swoje blizny. Moja rodzina dała mi te blizny. Jak na ironię, po tych wszystkich latach walki nie mam żadnych blizn od FARC. (Realmente mi familia fue las FARC porque yo quería huir de mi casa por el maltrato, yo no quería que nadie me tocara, que nadie me maltratara. Porque, por lo menos, yo tengo mi cuerpo, yo tengo marcas, tengo marcas de mi familia. Incluso, imagínate, tengo marcas de mi familia. Qué cosa, que [en] el grupo armado tenía muchos combates y nunca me lo hicieron.)

Eugenia kilkukrotnie odmówiła oskarżenia swojego dowódcy o rekrutowanie nieletnich. Ona również była zmuszona do stosowania antykoncepcji hormonalnej w postaci zastrzyków; nigdy nie zaszła w ciążę. Opuściła FARC, ponieważ po pięciu latach służby, w wieku szesnastu lat, została pojmana przez wojska kolumbijskie w trakcie pracy w mieście — a nie dlatego, że chciała odejść. Była zła, że została schwytana i przymusowo włączona do programu reintegracji dla nieletnich; ale zamierzała wrócić do FARC po ukończeniu osiemnastu lat. Głównym powodem, dla którego nie mogła wrócić do partyzantki było odkrycie, że jest w ciąży; postanowiła zatem nie wracać do FARC, żeby móc być matką. Obecnie uważa, że decyzja o kontynuowaniu niespodziewanej ciąży i odbudowaniu życia w cywilu była dobrym wyborem. Jest samotną matką; pracuje jako pomoc pielęgniarska w klinice dla pacjentów z nieuleczalnymi nowotworami i chorych na AIDS, studiuje też na pełnym stypendium. Jej głównym celem w życiu jest pomaganie byłym partyzantom w procesach reintegracyjnych.

Jeśli chodzi o podobne sytuacje, Alejandra, była członkini ELN, urodziła w partyzantce dwoje dzieci. Grupa zbrojna wspierała ją podczas ciąż i pozwalała na wizyty rodzinne. Podobnie jak Diana, Alejandra dołączyła do partyzantów w wieku siedemnastu lub osiemnastu lat, gdzieś w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, głównie dlatego, że obiecano jej pomoc finansową dla rodziny i dostęp do edukacji — jej ojciec pracował na roli, a ona miała dziewięcioro rodzeństwa. Alejandra również lubiła broń. Po około tygodniu od wstąpienia do ELN chciała wrócić do rodziny, ale jej na to nie pozwolono. Musiała odsłużyć co najmniej trzy lata, zanim mogła poprosić o zgodę na wystąpienie. Jednak wówczas nie myślała już o odejściu: początkowe obietnice co prawda nie były honorowane, ale przywykła już do nowego życia w partyzantce i nawet je polubiła. Ponadto po pięciu latach w zbrojnej grupie Alejandra poznała swojego partnera życiowego. Poprosili o pozwolenie na bycie razem, a dwa lata później zgodę na pierwsze dziecko. Dzieci zostały wychowane przez członków rodziny Alejandry i jej partnera w kontekście cywilnym. Mogli pozostawać w kontakcie i okazjonalnie się spotykać. W ELN antykoncepcja jest również obowiązkowa; ta grupa zbrojna nie zapewnia opieki i wsparcia dla ciąż poza zaaprobowanymi związkami. Kiedy zapytałam o to Alejandrę, odparła:

Tak, pary mogą mieć dzieci, ale dopiero po trzech latach bycia razem i jeśli potrafisz wykazać, że jesteś w poważnym związku. Jeśli nie możesz tego udowodnić, ELN nie zapewnia opieki i wsparcia dla ciebie i twojego dziecka... Nikt nie jest zmuszany do aborcji; jeśli zajdziesz w ciążę nie będąc w poważnym związku, mówią ci, że nie zajmą się tobą podczas ciąży, a kiedy urodzi się dziecko, nie pomogą ci go przenieść w bezpieczne miejsce. (Sí pueden tener hijos, pero allá solo a partir de los tres años, y si es una pareja estable. Pero si no es una pareja estable, no le responden por el bebé... Allá no obligan a nadie a abortar sino que ya le dicen, si esa persona no es estable [si no tiene una para estable] y queda embarazada antes de tiempo le dicen que ella responde porque allá no le responden por él, no le van a decir a dónde lo ubica o que allá le van a ver [que le van a cuidar] por el bebé.)

Alejandra spędziła dwadzieścia osiem lat w partyzantce ELN jako chirurg; według niej ​​życie tam było dobre i jej wszystkie podstawowe potrzeby zaspokajane:

Moje życie było tam dobre, bo, po pierwsze, nie musiałam się martwić, że będę czegoś potrzebowała, np. bielizny czy sukienki. Bo w partyzantce zapewniają wszystko, czego potrzebujesz. Jeśli zachorujesz, wydadzą tyle pieniędzy, ile trzeba, żeby wyzdrowieć. Nie mają problemu z wydaniem stu, dwustu milionów [kolumbijskich] pesos. Cokolwiek potrzebujesz, dadzą ci to. (Yo estaba bien allá porque, a ver, en primer lugar yo no me tenía que preocupar porque yo necesito, digamos, unos interiores, necesito un vestido porque eso sí, allá le dan a uno lo que necesite, si uno se enferma allá le gastan a uno hasta el último peso, allá no les duele gastarle cien, doscientos millones [de pesos colombianos], lo que necesite.)

Mimo to podczas naszej rozmowy jej opis sytuacji w zbrojnej grupie nie odpowiadał początkowym twierdzeniom o ogólnej opiece i dobrobycie. Alejandra powiedziała mi, że opuściła ELN częściowo ze względu na śmierć rodziców i bliskich przyjaciół w partyzantce, a także dlatego, że jej dzieci wielokrotnie ją o to prosiły. Jej matka chorowała przez kilka miesięcy, a Alejandrze nie pozwolono odwiedzić jej przed śmiercią. Ta sytuacja była dla niej niezwykle bolesna. Ponadto wymieniła wiele zmian, które nastąpiły w ELN w ciągu dwudziestu ośmiu lat jej służby. Pośród tych zmian, i podobnie jak Diana, Alejandra wyraziła swoje rozczarowanie dowództwem oraz wewnętrzną dynamiką grupy. Jej dowódca był wyłącznie zainteresowany swoją rodziną i partnerką, a nie położeniem szeregowców. Ważnym problemem był też dla niej brak doświadczenia wojskowego i odpowiedniego szkolenia wśród rekrutów. „Niektórzy ludzie nie potrafią nawet rozebrać karabinu. Co masz zrobić, powiedzmy, w trakcie walki, jeśli kula ci się zatnie? Albo uciekniesz, albo pozwolisz wojsku cię zabić albo pojmać; co innego możesz zrobić?” (Hay personas allá que no saben ni siquiera desarmar un fusil, entonces dígame usted uno en una pelea [combate] y que un tiro se le trabe y ¿qué hace? Ahí corra o déjese coger o déjese matar, porque qué más.) Nauka podstawowych umiejętności przetrwania i obrony w sytuacjach wojennych nie była częścią ich doświadczenia; dlatego jej towarzysze nie byli w stanie zadbać ani o siebie, ani innych członków grupy. Nie było gwarancji wzajemnej opieki i ochrony podczas walki, na wypadek, gdyby faktycznie tego potrzebowała. Punkt zwrotny nastąpił, kiedy po bitwie pozostawiono Alejandrę samą z czterema rannymi towarzyszami na trzy miesiące, co ledwo przeżyła. Dlatego też zdecydowała się odejść. „Powiedziałam sobie, że Bóg mnie zbawił. Oszczędził mi wiele cierpienia. Odchodzę teraz”. (Entonces yo dije no, Diosito me ha salvado, me ha favorecido de muchas cosas. Yo me voy.)

Sytuacja Susany, także byłej bojowniczki ELN, była całkiem inna. Kiedy się poznałyśmy Susana była w ciąży; miała dwadzieścia lat. Poprosiła o przyjęcie do partyzantki w wieku szesnastu lat. Zrobiła to, ponieważ nudziła się i była zmęczona pracą — zbierała liście koki na plantacji. Była raspachinem, podobnie jak reszta jej rodziny. Susana sądziła, że ​​w partyzantce ludzie nic nie robią: przed wstąpieniem w szeregi ​​widziała partyzantów, którzy po prostu włóczyli się po okolicy, zrelaksowani. „To jest tak, że zawsze widzisz tych ludzi [partyzantów], jak po prostu spędzają czas. I pomyślałam, «oni są zrelaksowani», więc i ja chcę się zrelaksować”. (Como uno ve a esa gente que mantiene relajado por ahí, no más así. Yo dije “viven relajados” entonces también yo vivo relajada [yo también quiero vivir relajada].) Bardzo szybko pożałowała swojego wyboru: w partyzantce musiała pracować znacznie ciężej, niż kiedy pracowała jako raspachín, a także zdała sobie sprawę, że musi czekać trzy lata, zanim będzie mogła poprosić o przeniesienie do rezerwy. Ale zaledwie miesiąc po tym, jak wstąpiła do ELN, Susana poznała swojego partnera życiowego i zmieniła zdanie o odejściu. Ten sam mężczyzna był ojcem dziecka, z którym była w ciąży podczas naszego wywiadu; wciąż byli parą. Pomimo stabilnego, zaaprobowanego partnera Susana musiała dokonać aborcji, kiedy pierwszy raz zaszła w ciążę. Za drugim razem, kiedy uświadomiła sobie, że jest w ciąży, postanowiła opuścić grupę, aby uniknąć kolejnej wymuszonej aborcji. Jej ciąża przypadła na trzeci rok jej członkostwa w ELN, więc mogła poprosić o przeniesienie do rezerwy, co zostało rozpatrzone pozytywnie. Wkrótce potem ELN wezwała ją z powrotem do szeregów. Po powrocie nie była świadoma, że ​​jej dowódca wynegocjował zbiorową demobilizację z kolumbijskim wojskiem. Jej partner, który wciąż był w grupie, powiedział, że zgodzi się na demobilizację pod warunkiem, że i ona zostanie nią objęta.

Susana nie chciała być w partyzantce, ale też nie chciała podporządkować się państwu za pośrednictwem sił militarnych. Jej opcje, jak i innych członków, były ograniczone: dowódca już przedłożył wojsku listę z pełnymi nazwiskami bojowników. W związku z tym ich cywilna tożsamość została już ujawniona i wprowadzono ich dane do rejestrów karnych. Była przerażona, a także sądziła, że ​​to niegodne, by poddać się wrogowi. Jej ideologiczna indoktrynacja nauczyła ją, że rząd kolumbijski nie pomaga biednym, że zamiast tego wyzyskuje ich, robotników rolnych, a i ona sama tego doświadczyła jako cywil. Dlaczego więc miała uwierzyć teraz, że rząd pomoże jej, bojowniczce? Przytoczyła mi to, co powiedziała swojemu dowódcy w rozmowie o zbiorowej demobilizacji:

[Zwracając się do dowódcy] Kiedy przechodziłam przez [ideologiczne] szkolenie, powiedziano nam, że rząd nie pomaga nam ubogim. Wiedząc o tym, że rząd wyzyskuje ludzi, dlaczego mielibyśmy tam iść? To jak błaganie dla nas, partyzantów. Dla mnie, powiedziałam, niemożnością jest zgodzić się na zrobienie czegoś takiego [demobilizację i poddanie]. Inni towarzysze powiedzieli, „to jest jasne”, że błagamy [rząd]. Cała ta ideologiczna indoktrynacja i kończymy na błaganiu. [Hablándole a su comandante] En un tiempo, que pasé escuela, a nosotros no habían dicho que el gobierno a nosotros como pobres no nos ayudaba. Y sabiendo que el gobierno está explotando a la gente, por qué tenemos que nosotros ir allá, eso es como ir a pedirle cacao, nosotros como guerrilleros. Por mi, le dije, yo no estoy de acuerdo que hagamos una cosa de esas [desmovilizarse y entregarse]. Y que más de uno dijo “eso es obvio,” eso es ir a pedirle cacao [al gobierno]. Tanta ideología que le meten a uno para uno llegar así [cambió tono de voz e hizo gesto de pedir limosna].)

Nasz wywiad odbył się zaledwie kilka miesięcy po jej demobilizacji.

Sytuacje opisane w tym artykule odzwierciedlają doświadczenia innych kobiet i mężczyzn, którzy wstąpili do kolumbijskiej partyzantki, dając wgląd w strukturalne sytuacje, które stanowiły dla nich silną motywację — ponieważ potencjalni rekruci widzą w partyzantce sposób na zmianę swojego życia oraz życie innych na dobre. W latach siedemdziesiątych Vásquez Perdomo uznała, że M-19 będzie dla niej środkiem do głoszenia i wprowadzania sprawiedliwości społecznej; w latach osiemdziesiątych Alejandra dostrzegła w ELN możliwość dostępu do edukacji i zapewnienia wsparcia finansowego swojej rodzinie; w latach dziewięćdziesiątych Eugenia znalazła w FARC — nielegalnej organizacji zbrojnej — ochronę przed przemocą w rodzinie; także w latach dziewięćdziesiątych Zenaida Rueda została przymusowo wcielona do FARC, aby chronić swoich braci, którym groziła rekrutacja. Na przełomie wieków Diana wierzyła, że ​dzięki ​FARC wyjdzie z ubóstwa, społecznej marginalizacji i że będzie mogła się uczyć. W pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku Tatiana, która została przymusowo zrekrutowana, nie sądziła, że ​​FARC będzie sposobem na poprawę jej położenia, ale mimo to znalazła tam sposób na życie, który ostatecznie doceniła i polubiła; a jeszcze kilka lat temu Susana myślała, że ​​ELN może zaoferować jej alternatywę dla życia jako raspachín, robotnicy na plantacji koki, bez żadnej innej przyszłości w zasięgu wzroku. Dla większości z tych kobiet partyzantka stanowiła obietnicę — czy możliwość — urzeczywistnienia pragnień o lepszej przyszłości: sprawiedliwości społecznej, dostępu do edukacji i mobilności społecznej, życia, w którym można odpocząć od codziennej pracy. I choć ich życie się zmieniło, początkowe obietnice nie zostały spełnione, a tysiące ludzi zostało dotkniętych brutalnymi działaniami organizacji, do których kiedyś należały, zarówno w ich szeregach, jak i poza nimi.

To zróżnicowanie doświadczeń daje nam również pojęcie o tym, jak ogromnym wyzwaniem jest reintegracja społeczna w Kolumbii. W jaki sposób pomoc reintegracyjna może odpowiedzieć na wszystkie te doświadczeń i związane z nimi potrzeby? W niniejszym artykule podkreślałam już rozmaite sposoby, w które ciała kobiet podlegają prawom seksualnym i prawom reprodukcyjnym w ramach organizacji partyzanckich, wspominałam również o tym, jak afektywne transakcje i oczekiwania oraz praca miłości związaną z wdrażaniem tych zasad i innych afektywnych praktyk socjalizacyjnych wpływają na codzienne życie i podejmowanie decyzji w partyzantce.

Zmiany w życiu tych kobiet wynikające z ich decyzji o wstąpieniu do organizacji partyzanckich, w szczególności w odniesieniu do osób, z którymi przeprowadziłam wywiady, wskazują również na stopień ich udziału i ryzyko związane z ich postępowaniem. Dla Diany decyzja o dezercji wynikała z braku dbałości dowództwa o jej dobro, co przejawiało się niedoborem żywności i umundurowania oraz przymusową aborcją. Podczas gdy dezercja była dla niej sposobem na uchronienie się przed dalszą fizyczną i emocjonalną przemocą, oznaczała również możliwość, że zostanie schwytana podczas ucieczki i prawdopodobnie stracona przez FARC. Dla Eugenii i Susany odkrywanie macierzyństwa pociągało za sobą przyjęcie odpowiedzialności za życie kogoś innego, a przez to przekształcenie własnego. Sądzę jednak, że dla większości byłych bojowniczek — szczególnie tych, którym nie pozwolono mieć dzieci — macierzyństwo symbolizuje również wyraźną demonstrację kontroli [agency] nad własnym ciałem i zdecydowane zerwanie z grupą zbrojną. Podobnie jak Eugenia, wiele innych kobiet uniknęło powrotu do służby z powodu ciąży. Dla Alejandry opuszczenie partyzantki po pięćdziesiątce oznaczało pozostawienie za sobą dekad doświadczenia i umiejętności, aby nauczyć się, jak zostać cywilem. Jak być produktywną i konkurencyjną, samowystarczalną obywatelką, kiedy pozostałe pracujące kobiety w jej wieku planują już przejście na emeryturę? Dzięki naszym wywiadom i rozmowom dowiedziałam się, że byłe bojowniczki naprawdę doceniają pomoc w reintegracji, ale dowiedziałam się też, że uważają one, iż brak wrażliwej dezagregacji w zakresie planowania i wdrażania programów reintegracyjnych ignoruje niuanse i indywidualne potrzeby pomimo ogromnych, wynikających z dobrych intencji i absolutnie koniecznych wysiłków, mających na celu pomoc i skuteczne zarządzanie dostępnymi zasobami.

Praca opieki: stać się cywilem

Kończąc ten artykuł, chciałabym wrócić do Marii Eugenii Vásquez Perdomo, byłej członkini M-19. W swojej autobiografii Vásquez Perdomo wyznaje, że ​​jej przejście do cywila było bolesnym procesem: nie miała już wokół siebie grupy, która dawałaby jej poczucie przynależności, wsparcia i ochrony. Rodzina i przyjaciele postrzegali ją jako potencjalne zagrożenie:

Prawie wszyscy moi znajomi uważali mnie za zwiastuna śmierci, nosicielkę tego niebezpieczeństwa z uwagi na mój status poszukiwanej kobiety... Chciałam z całego serca spróbować innej drogi w życiu, ale zostałam oznaczona jako guerrillera i nosiłam znak śmierci na moim czole. (Casi todos los conocidos me percibían como una posibilidad de muerte, como una portadora de peligro en mi carácter de perseguida. En esos momentos, con todo el corazón quise ensayar otras opciones de vida, pero estaba etiquetada como guerrillera, con la marca de muerte sobre la frente.)

Poza doświadczeniem stygmatyzacji Bogota, miasto, w którym walczyła z ramienia M-19 i które było teraz jej cywilnym domem, ciągle przypominało jej o towarzyszach, kochankach i bliskich przyjaciołach, którzy zginęli w wojnie: ulice, kawiarnie i parki były częścią jej osobistej archeologii straty. Samo miasto zostało przejęte przez architektoniczne ruiny w wyniku konfrontacji między M-19 a kolumbijskim wojskiem. W momencie jej odstąpienia od grupy zbrojnej nie było pomocy w zakresie reintegracji społecznej dla indywidualnych bojowników, którzy zdecydowali się na dezercję i mogli ją wcielić w życie. Vásquez Perdomo znała jednak i okazjonalnie spotykała się z kilkoma osobami, które przechodziły przez ten sam proces adaptacji, co ona:

Spotkaliśmy się i zaczęły płynąć wspomnienia. W ten sposób pomogliśmy sobie analizować przeszłość i zacząć tworzyć dla siebie nową tożsamość. Śmianie się z siebie i własnych smutków było dla nas najlepszą terapią. Stopniowo ze słuchania siebie nawzajem i mówienia o codziennych trudnościach zaczął się wyłaniać obraz naszego wspólnego problemu. Wiedzieliśmy, że odtąd musimy iść dalej na własną rękę; grupa już nas nie chroniła. Ale przynajmniej mieliśmy siebie nawzajem, a te rozmowy pomogły nam czuć się mniej samotnie. Wiedzieliśmy, że nie jesteśmy ani lepsi, ani gorsi od kompanów, którzy pozostali w M-19, po prostu różni. (Nos juntábamos y comenzaba a fluir esa energía pegajosa que nos enredaba en recuerdos y terminaba aportando algunos elementos de análisis, útiles para la individualidad que ahora construíamos. Reírnos de nosotros mismos y nuestras angustias se convertía en la mejor terapia. Poco a poco, mientras alguien comentaba sus dificultades con el día a día y lo dramática que resultaba la cotidianidad más elemental, se iba esbozando una muestra de nuestra problemática común. También hacíamos conciencia de que estábamos condenados a resolverla desde una perspectiva individual. Sin embargo, esas tertulias eran claves para sentirnos menos solos, aunque fuese por momentos. Y entender que no éramos ni mejores ni peores que los demás, simplemente distintos.)

Wyzwania związane z adaptacją do życia w cywilu wahają się od nauki przechodzenia na drugą stronię ulicy, obchodzenia się z pieniędzmi, uczenia, jak uzyskać dostęp do systemów opieki zdrowotnej i edukacji, rozwiązywania konfliktów przez rozmowę po budowanie nowych relacji uczuciowych. W tym procesie przejścia i uczenia się Vásquez Perdomo nie otrzymała żadnej pomocy w ramach programów reintegracyjnych. Powrót na uczelnię, by ukończyć studia licencjackie z antropologii, była dla niej strategią, pomagającą jej poradzić sobie ze zmianami. Pisanie rozprawy, która później została opublikowana jako jej wielokrotnie nagradzana autobiografia, stało się sposobem na zrozumienie przeszłości, tego, jak wpłynęła ona na jej teraźniejszość i pomogła w kształtowaniu przyszłości. Innymi słowy, napisanie autobiografii na zaliczenie studiów przyniosło jej narzędzia analityczne do zrozumienia jej życia w partyzantce i zmian, które przechodziła, próbując przystosować się do życia w cywilu. Te kwalifikacje akademickie dodatkowo zwiększyły jej mobilność społeczną.

Od czasu demobilizacji Vásquez Perdomo w 1989 roku wdrożono wiele programów i inicjatyw reintegracyjnych. Pomoc reintegracyjna ma na celu pełną asymilację ekonomiczną, polityczną i społeczną w społeczeństwie dla byłych bojowników i ich rodzin. Ale reintegracja nie tylko obejmuje asymilację, jest też procesem transformacji i ponownego odkrywania siebie na miejscu i etapie, w którym wszelkie wcześniejsze odniesienia tożsamościowe i praktyki przynależności zostały utracone. Na potrzeby moich badań rozumiem reintegrację jako proces performatywny, umożliwiany przez instytucje rządowe, ćwiczony i wykonywany w kontekście cywilnym. W tym sensie proces reintegracji jest jednocześnie performansem transformacji i transportacji, który dotyczy wszystkich członków społeczeństwa. Pomoc udzielana w tym zakresie jest połączeniem pracy miłości i drugoplanowej pracy opieki. Lynch i Walsh uważają, że w drugoplanowych stosunkach prac opieki opiekunowie muszą identyfikować potrzeby jednostek w tym zakresie, a także sposoby ich zaspokajania. Podczas gdy drugoplanowe stosunki pracy opieki „wiążą się z obowiązkami opiekuńczymi i przywiązaniem, nie charakteryzują się one taką samą głębią uczuć czy moralnego obowiązku (jak w przypadku opieki podstawowej lub związków miłosnych) zaspokajania potrzeb wynikających z zależności, w szczególności potrzeb wynikających z długoterminową zależnością [...]. Istnieje pewien stopień wyboru i przypadkowości w drugoplanowych stosunkach opieki, który nie zachodzi w stosunkach podstawowych”. Na podstawie niewielkiej próbki artykuł ten ukazuje heterogeniczne cechy byłych bojowniczek: ich osobiste źródła i doświadczenia są różne, ich rozrzut wieku znaczny, czas spędzony w partyzantce, a także afektywne wymiary wielu etapów ich uczestnictwa, od rekrutacji do dezercji. Dlaczego praca afektywna jest ważna dla reintegracji? I jak pomoc w reintegracji odnosi się do tych wszystkich zmiennych?

Większość respondentek zapytanych o to, w jaki sposób pomoc w reintegracji pomogła im w proces przejścia i adaptacji do życia cywilnego wyraziła zadowolenie z możliwości nauki. Na przykład Eugenia ukończyła stopień zawodowy na pomoc pielęgniarską w ramach programu reintegracyjnego. Dzięki temu mogła znaleźć pracę i utrzymać finansowo siebie i swoje dziecko. Tatiana, która w czasie naszego wywiadu była bezrobotna, zdobyła stolarskie wykształcenie techniczne. Dla niej najważniejszą rzeczą była możliwość uczenia się, „zdobywania wiedzy” poprzez kształcenie i szkolenia zawodowe, do których miała dostęp dzięki rządowym programom reintegracyjnym. Reintegracja dla Tatiany oznaczała życie, na które zasługuje tutaj, a nie tam, aby móc dzielić się z ludźmi, których wcześniej nie spotkała, pomagać ludziom, których FARC mógł wyrządzić krzywdę. Chce być psychologiem i pracować z byłymi bojownikami, a także udzielać pomocy innym zagrożonym społecznościom.

Z drugiej strony Susana miała problemy z nauką. Mówiła, że ​​nie potrafi tego robić i że jej się to nie podoba. Mimo że jej marzeniem było zostać pielęgniarką i zdawała sobie sprawę, że ​​musi się uczyć, aby móc spełnić swoje pragnienia, nie była zbyt optymistycznie nastawiona do swoich umiejętności studiowania.

Lubię [myśl o] studiowaniu pielęgniarstwa, ale nie lubię chodzić do szkoły. Wiem, jak udzielać pierwszej pomocy, ale nie lubię chodzić do szkoły... Lubię robić rzeczy, w taki sposób się uczę... Wiem, że jeśli zobaczę, jak inni ludzie coś robią, to się tego nauczę, ale nie chcę iść do szkoły. To mój największy problem. (A mí me gusta mucho estudiar enfermería, pero no me gusta estudiar, ir a la escuela. Yo sé los primeros auxilios, pero no me gusta ir al colegio…. Me gusta hacer, porque yo con mirar aprendo…. Yo sé que yo veo como lo hacen y yo voy a aprender, pero yo no quiero ir a la escuela. Ese es el problema mío.)

Jest to powszechna sytuacja wśród byłych bojowników, mających trudności z przystosowaniem się do bardziej akademickich form edukacji: łatwiej im się uczyć w drodze praktyki, tak jak miało to miejsce w zbrojnej grupie. W tym sensie nie różnią się od tancerzy, którzy również uczą się przez naśladowanie. Jednak Susana najbardziej doceniała wsparcie, które otrzymała od swojego opiekuna oraz troskę i porady przez nią udzielane w celu poprawy i podtrzymania jej związku, poprawienia pewności siebie i radzenia sobie z obawami dotyczącymi macierzyństwa. Doceniała życzliwość całego personelu ACR: „Ludzie są tutaj mili. Wydaje się, jakby wszyscy byli jedną osobą. Człowiek czuje się dobrze”. (Todos son sencillos. Parece que fueran todos una sola persona. Aquí uno se siente bien.) Osoby, z którymi rozmawiałam, z nielicznymi wyjątkami, byli ogólnie zadowolone z bezpośrednich kontaktów z pracownikami ACR.

Pomimo słów uznania i szczerej wdzięczności moje rozmówczynie nie szczędziły krytyki, jeśli chodzi o udzielaną pomoc. Eugenia wspomniała lata, w których została objęta programem reintegracji Kolumbijskiego Instytutu Opieki Rodzinnej (zwanego dalej „ICBF”). Powiedziała, że ​​żyli „zamknięci” jak więźniowie. (Mantenía uno may encerrado. Como prisioneros.) Według niej ​​program nie brał pod uwagę ich doświadczeń i pochodzenia, a nadmierna kontrola — pod pozorem środków ochronnych — była przeszkodą w osiągnięciu niezależności i dorosłości.

Kiedy opuszczasz instytucję, która dawała ci schronienie, miejsce, w którym dostawałaś jedzenie i czujesz głód, walcząc z codziennymi sprawami, to jest to bardzo trudne. Oni byli bardzo nadopiekuńczy i przez to nie nauczyli nas, nie przygotowali nas na niezależność. (Cuando usted sale de un programa donde lo han mantenido a uno, donde le han dado de comer, a salirse a no comer, a enfrentarse [con la cotidianidad] es algo muy duro. Ellos eran muy autoprotectores [sobreprotectores], pero también no lo capacitaban a uno para que uno fuera independiente.)

Jeśli chodzi o pomoc i szkolenia — by móc zapewnić byt sobie i swojemu dziecku, by być produktywnym, niezależnym obywatelem — Eugenia wyznała, że ​​zdarzało się jej uczestniczyć w wielu warsztatach i kursach, które nie były zgodne z jej zainteresowaniami i mocnymi stronami. Sądziła, że były ​one dla niej stratą czasu, i że państwo marnuje w ten sposób cenne zasoby. Zdaniem Eugenii, gdyby jej ówczesnym opiekunom rzeczywiście zależało na identyfikacji jej interesów i potrzeb, byliby bardziej skuteczni w zapewnianiu pomocy w zakresie opieki drugoplanowej. Od czasu demobilizacji Eugenii minęło jedenaście lat; ​​gdyby otrzymała ona „jakościową” opiekę — więcej możliwości i pomocy w odkrywaniu, kim jest, jakie są jej mocne strony, zamiast „ilościowej” realizacji przepisów — już dawno temu ukończyłaby studia. Doświadczenie Tatiany z czasu opieki ze strony ICBF było podobne: początkowo została skierowana na kurs kosmetologii, którego nie lubiła. Celowo unikała uczęszczania na zajęcia, dopóki nie została wykluczona ze szkolenia. Następnie podeszła do kursu stolarskiego, który tym razem ukończyła. Rozsądna refleksja i planowanie ze strony jej opiekunów, a także pogłębiony dialog z nią mogłyby poskutkować bardziej racjonalnym zarządzaniem dostępnymi zasobami.

Uwagi Eugenii o znaczeniu bardziej zindywidualizowanej pomocy powinny być oczywiste, biorąc pod uwagę ogromną różnorodność osób, które podlegają reintegracji. W dalszym omówieniu afektywnego znaczenia spersonalizowanej pomocy skupię się teraz na doświadczeniach Alejandry i Diany. Alejandra zdezerterowała z ELN po dwudziestu ośmiu latach służby; w partyzantce była chirurgiem i dzięki temu ma ponad dwadzieścia lat doświadczenia w opiece zdrowotnej, od mniejszych dolegliwości po urazy wojenne. Jest po pięćdziesiątce, bezrobotna i niezadowolona z pomocy reintegracyjnej. Pomimo jej umiejętności i zaawansowanego wieku (na przykład w porównaniu do Susany, która znajdowała się na podobnym etapie reintegracji), Alejandra jest zmuszona spełnić te same wymagania, co pozostałe osoby w procesie reintegracji: musi ukończyć szkołę podstawową i zdobyć wykształcenie średnie, zanim będzie mogła ubiegać się o przyjęcie na studia lub uzyskać stopień zawodowy — i zanim stanie się konkurencyjna na rynku pracy. W czasie naszego wywiadu ACR nie dysponował żadnym systemem umożliwiającym identyfikację umiejętności i doświadczeń byłych partyzantów w celu przyznawania stopni osobom, które potrafią wykazać wystarczające przeszkolenie i kompetencje w danym obszarze. Alejandra ma całe lata doświadczenia; Susana również posiada wiedzę i doświadczenie z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Jednak istotne umiejętności i wiedza tych kobiet, które potencjalnie obniżyłyby koszty ich ścieżek reintegracji, nie są uznawane w kontekście cywilnym. Alejandra sądzi, że ​​nauka jest ważna, ale sama jest bardziej zainteresowana znalezieniem pracy, która pomoże jej być niezależną, czuć się użyteczną i umożliwi jej własne utrzymanie. Była bardziej skupiona na możliwości pracy i zarabiania na życie legalnymi środkami. Jej miesięczne stypendium, jak przekonywała, nie wystarczało, by opłacić czynsz, dojazdy i wyżywienie. Przyznała, że ​​jedynym powodem, dla którego uczęszczała do szkoły, na obowiązkowe warsztaty ACR i spotkania z opiekunami było to, że otrzymywała stypendium. Gdyby jednak miała pracę, nie zawracałaby sobie głowy powrotem do ACR. W tym sensie organizacja — z wyjątkiem korzyści prawnych — nie potrafiła zapewnić wystarczającej motywacji i odpowiedniej opieki, aby ją dobrowolnie utrzymać.

Diana, która wystąpiła z FARC, miała depresję i nie otrzymała pomocy w przezwyciężeniu bólu, w żałobie po utraty dziecka i członków jej rodziny. W partyzantce była szeregową; nie nabyła tam żadnych konkretnych umiejętności, które uczyniłyby ją zdolną do pracy. Kiedy zapytałam, co zostało jej zapewnione ze strony ACR, wspomniała o stypendium, edukacji i pomocy psychospołecznej. Ta ostatnia składała się z miesięcznych spotkań grupowych. Pomimo zdiagnozowanego zespołu stresu pourazowego (PTSD), Diana nie otrzymała pomocy wykraczającej poza terapię grupową. Podczas tych sesji mówiono o tym, co to znaczy być osobą cywilizowaną — sugerując tym samym, że partyzanci są „barbarzyńcami” — uczestnicy oglądali też filmy, dzielili się opowieściami, mającymi na celu zwiększenie ich zaufania do procesu reintegracji. Diana nie uznała, żeby ​​te działania były dla niej pomocne. Ma nawracające koszmary związane z FARC i wspomniała, że ​ich częstotliwość zmniejszyła się i ogólnie poczuła się lepiej w trakcie trzymiesięcznych warsztatów jogi zapewnionych przez ACR. Kurs się zakończył i pomimo dowodów na korzyści dla uczestników, warsztaty te nie zostały odnowione. Rozmawialiśmy o możliwościach zatrudnienia, o tym, w jaki sposób ACR przygotowuje ją na rynek pracy i o tym, do jakiego zawodu by się nadawała. Powiedziała, że ​​mogłaby pracować jako sprzątaczka, że ​​mogłaby być dobrą kucharką, i że lubi opiekować się innymi, zwłaszcza dziećmi i starszymi. Cokolwiek, byle nie praca biurowa, powiedziała. „Nie wiem nic o komputerach”. (Eso de sistemas uno no sabe.) Ale według niej ACR nie pomógł jej w zdobyciu pracy, a ona nawet nie wiedziała, jak przygotować życiorys — hoja de vida — czy list motywacyjny. Kiedy zapytałam Dianę, co jej zdaniem oznacza reintegracja i czego potrzebuje, aby powrócić do społeczeństwa, powiedziała, że ​​reintegracja jest synonimem bycia dobrym człowiekiem, „ser una persona de bien”, i że to, co umożliwi jej reintegrację, to trzymanie się z dala od broni i grupy zbrojnej, „dejar las armas, no volver al grupo”. Wszystko to brzmi świetnie, ale bycie dobrym człowiekiem i unikanie recydywy nie czyni jej zdolną do pracy. Nie pomaga w nabywaniu umiejętności społecznych. Nie pomaga poradzić sobie z utratą, nauczyć się oddychać, wstać z łóżka i żyć dalej, kiedy ból i smutek zdominują jej dzień. Nie pozwala jej znaleźć pracy i zacząć zarabiać na życie.

Prace afektywne to kluczowe aspekty rekrutacji, utrzymania i reintegracji. Pragnienie godnego życia i przetrwania motywują ludzi do wstępowania do organizacji zbrojnych, do pozostawania w nich lub z nich występowania. Te same pragnienia i oczekiwania są też ważne w procesie uczenia się, jak zostać cywilem i jako takie powinny być brane pod uwagę przy planowaniu pomocy reintegracyjnej. Jednak takie rozważania muszą wykraczać poza proste deklaracje czy tworzenie raportów i dokumentacji, które nie przekładają się na konkretne działania. Jeśli kolumbijska obywatelka zaangażowana w nielegalną działalność zdecyduje się opuścić zbrojną organizację, do której należy, wówczas obiecana pomoc w zbudowaniu nowego życia w kontekście cywilnym musi odpowiadać na potrzeby związane z opieką dla osoby podlegającej reintegracji. Wyzwanie to wymaga ogromnego wysiłku twórczego: byli bojownicy potrzebują odpowiedniej, użytecznej, jakościowej pomocy w procesie odkrywania siebie na nowo w kontekście cywilnym. Byli partyzanci muszą się „odbudować”, zanim będą mogli funkcjonować jak inni. W niniejszym artykule skupiłam się na afektywnych pracach związanych z udziałem obywateli w działaniach wojennych, aby poszerzyć narracyjne możliwości egzystencji bojowników. Jest to próba przyczynienia się do spełnienia obietnicy „zrozumiałości”, a także podkreślenia znaczenia jakościowej pomocy reintegracyjnej w przechodzeniu z tożsamości militarnej na cywilną. Ale nie tylko oni, byli partyzanci, muszą przejść transformację: cywile są również przedmiotem reintegracji. Muszą oni sobie uzmysłowić, że byli partyzanci są częścią codziennego życia: niektórzy z nich pracują w restauracjach, szpitalach, bankach czy supermarketach, podczas gdy inni próbują zrozumieć, co dalej zrobić ze swoim życiem. Są też tacy, którym nie udaje się dostosować do nowego kontekstu: wracają do grup zbrojnych lub są zabijani w procesach dostosowawczych. Cywile muszą sobie uświadomić, że byli bojownicy również są obywatelami kolumbijskimi. Muszą — musimy — pozwolić sobie wysłuchać tych, którzy budowali swoje życie, prowadząc wojnę. Musimy być gotowi słuchać i odpowiadać na potrzeby tych, którzy żyli, ginęli i kochali na polu bitwy.