Article Open Access Open Access Peer Reviewed Peer Reviewed Translation Reviewed Translation Reviewed 2693 view(s) 2693 view(s) 2693

Barbarzyńcy u bram

Article

Data: 15 lutego 2016

„Inni” mają swoje zastosowania; można ich używać do mobilizowania strachu. Przyjechałam do Delhi jako profesor wizytująca na trzy miesiące na początku 2016 roku. To był dla mnie ważny krok. Pochodzę z Delhi – jestem Dilli walla; tutaj się urodziłam, wychowałam, wykształciłam i nawiązałam przyjaźnie – kilka lat jednak spędziłam z dala od tego miasta. Wizyta ta była więc okazją odnowienia kontaktów z przyjaciółmi i doświadczenia Delhi w inny sposób. Nie spodziewałam się jednak, że to inne doświadczenie obejmie również bycie świadkiem niedemokratycznego ataku na jeden z czołowych uniwersytetów w Indiach – Uniwersytet im. Jawaharlala Nehru (dalej UJN) – przez rząd, który najwyraźniej zdecydował, że poświęcenie demokratycznych rządów w zamian za krótkoterminowe zdobycze wyborcze to cena, którą warto zapłacić. Był to – i nadal jest – atak na obywateli o otwartych umysłach, na demokratyczne przestrzenie edukacji: uniwersytety i instytucje, które mogą i muszą umacniać sprawiedliwość dla obywateli Indii bez względu na hierarchie kasty, klasy, płci czy seksualności. Dyskurs polityczny, który został zmobilizowany do przeprowadzenia tego ataku na uniwersytet – podburzania, nacjonalizmu i nietolerancji – jest szczególnie niepokojący. Jednocześnie byłam świadkiem buntu studentów i wykładowców, który przybierał formę zróżnicowanych estetycznych i politycznych performansów. Ten zwięzły tekst jest zapisem mojego krótkiego doświadczenia jako świadka ważnych wydarzeń, które dotyczą nie tylko studentów UJN, ale także sił demokratycznych w szerszym kontekście, w Indiach i za granicą.

Saga rozpoczęła się 9 lutego 2016 roku od demonstracji niewielkiej grupy studentów, protestujących przeciwko egzekucji kaszmirskiego separatysty Afzala Guru, zamieszanego w atak na parlament indyjski w 2001 roku; podczas demonstracji głoszono antyindyjskie i prokaszmirskie hasła secesyjne. Na miejscu pojawiła się grupa ABVP (studenckie skrzydło partii BJP) i wybuchła bójka; Prezydent Związku Studentów UJN, Kanhaiya Kumar, interweniował, by ją zakończyć i wygłosił mowę krytyczną wobec rządu BJP: „Należymy do tego kraju. Kochamy ten kraj. Walczymy o 80% ubogiej populacji tego kraju. Dla nas jest to kult narodu [...] W imieniu UJN chcę rzucić wyzwanie ideologom RSS. Zadzwońcie do nas i zorganizujmy debatę. Chcemy debatować nad koncepcją przemocy”. Wkrótce złożono skargę na policję co do charakteru głoszonych haseł i Kanhaiya Kumar został aresztowany pod zarzutem podżegania do buntu. Policja dokonała też niezapowiedzianych nalotów na domy studenckie w poszukiwaniu studentów, którzy mieli uczestniczyć w tym wydarzeniu. Kanhaiya na krótko stanął przed magistratem, a jego tymczasowy areszt został przedłużony o dwa dni; zarówno on, jak i wykładowcy i studenci, którzy udali się do sądu, aby go wesprzeć, zostali pobici, podobnie jak dziennikarze, którzy pisali o sprawie. Fakt, że przemoc pochodziła ze strony prawników, którzy popierają rząd BJP, oraz to, że przemocy towarzyszyły flagi i hipernacjonalistyczna retoryka sugerują, że było to zaplanowane działanie dla zdyscyplinowania studentów. Bezkarność przemocy, której używano wobec wszystkich, którzy stawiali opór, ukazuje pewność siebie, z jaką atak na prawa demokratyczne został przeprowadzony.

Dla wyjaśnienia: Sąd Najwyższy wyraźnie orzekł, że przepisy sekcji 124A indyjskiego kodeksu karnego („Seditions Act” – scheda po okresie rządów brytyjskich) mają zastosowanie tylko w przypadku, gdy pojawia się tendencja do zakłócania porządku publicznego poprzez stosowanie przemocy lub podżeganie do przemocy; przepis ten jest coraz częściej wykorzystywany do tłumienia sprzeciwów wobec rządu, a nie w kontekście podżegania do użycia przemocy wobec państwa (pojawiły się na przykład żądania, by postawić przed sądem Arundhati Roy za jej surową krytykę rządu). Równie niepokojące jest to, w jaki sposób obecny rząd przejmuje szczególne tropy nacjonalizmu: z chwilą, gdy historia trafiła do mediów, minister edukacji Smriti Irani powołała się na „Matkę Indię”, mówiąc: „Nie będziemy tolerować zniewagi wobec Matki Indii”. Od tej pory rządzi retoryka deshdrohi (zdrajców narodu) czy gaddaar (zdrajców) i dochodzi do gwałtownych ataków na osoby, w stosunku do których epitety te są stosowane. To, co się dzieje, to oczywiście rzucanie oskarżeń przez partię BJP, pozującą na patriotów i przypinanie tym, którzy się im sprzeciwiają, etykiet zdrajców.

Twierdzenia te padły ze sceny, która jest też najbardziej „nacjonalistyczna” z możliwych – gdy Kanhaiya Kumar przebywał w areszcie a studenci UJN protestowali na kampusie, partia BJP zmobilizowała demonstrację poparcia dla aresztu Kanhaiyi’a przed Bramą Indii wieńczącą aleję Rajpath, tam, gdzie zaledwie kilka dni wcześniej przeszedł coroczny marsz w ramach obchodów indyjskiego Dnia Republiki. Z biegiem lat przestrzeń ta stała się symbolem wolności Indii, ale także jej siły militarnej. Przez zajęcie tej ​​przestrzeni performans lojalności wobec narodu w trakcie parady z okazji Dnia Republiki zostaje wciągnięty w politykę nienawiści wobec tych, których uznaje się za „nie patriotów”. Patriotyzm może być oczywiście, wedle określenia Samuela Johnsona, „ostatnim schronieniem szubrawców”. Choć jego biograf i przyjaciel James Boswell nie podaje nam kontekstu tej wypowiedzi, przynajmniej z doświadczenia możemy zauważyć, że ​​państwa często mobilizują strach odwołując się do języka patriotyzmu – strach przed drugim, strach przed barbarzyńcą. Lewiatan Hobbesa potrzebuje stanu natury, aby osiągnąć uległość obywateli; gdy jest kwestionowany, może sięgnąć po groźby chaosu, które tylko monarcha absolutny potrafi zażegnać. Tym sposobem ataki na demokratyczny opór mogą być legitymizowane przez państwo w imię patriotyzmu – jeśli to nie jest „szubrawstwo”, to co nim jest?

Rzecz jasna takie zawłaszczanie patriotyzmu zostało oprotestowane przez wielu: polityków, którzy cenią zarówno szanse wyborcze, jak i postępową politykę, naukowców, którzy stoją ramię w ramię ze swoimi studentami i uprawiają radykalną krytykę w duchu swojej uczelni, ale przede wszystkim przez samych studentów, którzy pokojowo, w sposób dojrzały i poważny, zorganizowali się przeciwko napaści na swoich rówieśników, na wartości demokratyczne i na prawa człowieka przysługujące obywatelom Indii. Przemowy, których wysłuchałam, były zarówno wyważone, jak i pełne pasji, oratorskie i wyciszone; nie zabrakło też recitali poetyckich, humoru i śpiewu. Solidarność widoczna na scenie budynku administracyjnego uniwersytetu istotnie się różni od „solidarności” tłumów ABVP / BJP / RSS, wymachujących szafranowymi i czarnymi flagami i wykrzykujących ordynarne obelgi. Aby zakwestionować zagarnięcie nacjonalizmu, aby uczynić go bardziej ekspansywnym i pojemnym, Związek Wykładowców UJN postanowił zorganizować codzienne „nauczania” [teach-ins] na temat nacjonalizmu – jak może wyglądać demokratyczny i świecki nacjonalizm? Wszystkie wykłady zostały nagrane i są dostępne do obejrzenia w grupie StandwithJNU na Facebooku.

Indie są największą na świecie demokracją, w której polityka wyborcza, choć niedoskonała, pozwala na celebrowanie wartości demokratycznych; gdzie ludzie utwierdzają się w swoim oddaniu określonej idei zwanej Indiami i gdzie opozycja wyraża się przez głosowanie; gdzie zderzenie wizji, idei i ideologii odbywa się na wiecach wyborczych lub w ramach mobilizacji społeczeństwa i gdzie wyniki wyborów są akceptowane i szanowane. Uwięzienie przewodniczącego studentów pod sfabrykowanymi zarzutami zanim uniwersytet miał możliwość przeprowadzić samodzielne dochodzenie, gwałtowne atakowanie całej instytucji – dyskursywnie, poprzez obelgi i groźby przemocy, fizycznie, przez ataki na profesorów i studentów w sądzie, a także przez naloty policyjne w akademikach – zdecydowanie nie są to działania demokratyczne i trudno nazwać je patriotyzmem.

Kiedy 8 kwietnia opuściłam Delhi i uczelnię, walka nadal trwała. Zarzuty podżegania przeciwko niektórym studentom wciąż czekają na rozpatrzenie w sądach, choć sami studenci zostali zwolnieni za kaucją. Kanhaiya pokazał swój opór w przemówieniu, które wygłosił po wyjściu z aresztu – łącząc odwagę, troskę i humor, był to performans o niezwykłym rozmachu i głębi. Pod znakiem zapytania stoi też kwestia wolności słowa; w rzeczy samej, studenci UJN powołali się na kwestię wolności, aazadi, gdy Kanhaiya oświadczył w swoim wystąpieniu, że prosi o wolność od ucisku, nie od Indii, ale w Indiach. Jak we wszystkich ruchach, pojawią się wzloty i upadki, ale studenci – świeżo upieczeni obywatele – już pokazali, że jeśli państwo może sięgać po performans, by umacniać siłę, to mogą to robić i ci, którzy rzucają mu wyzwanie – by umacniać sprawiedliwość.